wtorek, 14 maja 2019

41# "Z Bogiem na Ty"


Tytuł: Z Bogiem na Ty
Autor: Michał Sobczak
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba Stron: 180


Opis:

Wszystko, co cię otacza, ma swoją drugą stronę. Czy odważysz się ją odkryć?

Co byś zrobił, gdyby pewnego dnia odwiedziła cię dusza zmarłej osoby? Czy zgodziłbyś się, gdyby Bóg zaproponował ci przejście na „ty”? I co tak naprawdę oznacza świętych obcowanie?

Z tymi pytaniami będzie musiał zmierzyć się Tomek, dla którego przypadkowe spotkanie z tajemniczym mężczyzną będzie impulsem do zmiany sposobu myślenia o otaczającym świecie i o sobie samym. Bohater wkrótce przekona się, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona, niż kiedykolwiek mógł to sobie wyobrazić, a istoty z zaświatów towarzyszą mu na każdym kroku. Nie wszystkie jednak mają dobre zamiary...


Recenzja:

Życie codzienne toczy się własnym tokiem. To co najcenniejsze przecieka nam codziennie przez palce, a tą rzeczą jest czas, którego w żaden sposób nie da się zatrzymać ani cofnąć. Kiedy uświadomimy sobie, że z każdą sekundą jesteśmy coraz starsi i życie nam przemija, pojawia się nam myśli: Co będzie za tydzień? Miesiąc? Rok? Dziesięć lat? Aż dochodzimy do pytania – Co będzie, jak umrę?

Przynajmniej raz w życiu każdy z nas zmagał się z takimi myślami lub będzie się zmagał, gdyż jest to nieuniknione. Szczerze powiem, że sama miałam ostatnio takie przemyślenia, a krótko po tym pojawiła się propozycja od wydawnictwa, aby zrecenzować książkę „Z Bogiem na Ty”.

„– Wiesz, Tomek, życie jest przygodą,
możesz je przeżyć pięknie, wesoło, z pasją,
ale możesz też je sobie totalnie spieprzyć…
Pamiętaj jedno: każdy umrze, ale nie każdy żyje,
chwytaj dzień, to takie proste,
ale po pewnym czasie nabiera ogromnego znaczenia.”

Pewnego ranka, kiedy Tomek wraca z pracy, zauważa dziwne zjawisko – wysiadając z autobusu zawiesza wzrok na nieznanym sobie mężczyźnie z dziwnym spojrzeniem. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że po paru minutach tego samego mężczyznę spotyka siedzącego na ławce przed blokiem, w którym mieszka. Okazuje się, że Tomek został nawiedzony przez zmarłą duszę, a wszystko przez niepozorny różaniec z brakującymi paciorkami. Od tamtego czasu w życiu bohatera zaczynają się dziać niespotykane na co dzień rzeczy. Tomek zaczyna widzieć dobre dusze, które jednak pobłądziły za życia i potrzebują pomocy. Jednak tam, gdzie jest dobro musi czaić się zło. Pomagając duszy niejakiego Ryśka, z którym się zaprzyjaźnia, zostaje narażony na działanie złych duchów.

„Śmierć dzieli zmarłych na trzy kategorie:
świętych, świętej pamięci i tych,
bez których mamy wreszcie święty spokój.”

Zaczytując się w historii jesteśmy świadkami trudnej przeprawy głównego bohatera, który od początku do prawie samego końca nie wie co ma zrobić. W dodatku jak wiadomo, każdy czyniący dobro jest jeszcze bardziej narażony na nie tyle obecność złych duchów i ich podszepty, ale na utrudnienia, które zsyłają i powodują byle tylko uniemożliwić dobre uczynki. Właśnie na takie niebezpieczeństwa narażony jest Tomek. W pewnym momencie nawet odnosi wrażenie, że ktoś go obserwuje, włamuje się do jego mieszkania, chodzi po nim, kiedy on jest w innym pomieszczeniu, otrzymuje pogróżki od tajemniczego numeru kończącego się cyframi 666. Czy Tomasz okaże się na tyle silny, aby przezwyciężyć złe duchy i dokończyć swoje zadanie, zlecone mu przez Boga?

„Nie boję się już.
Po tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich paru dni,
mam pewność, że zaświaty nie są wcale straszne.
Są po prostu tajemnicze, a to,
że mam szanse odkrywać je za życia,
to niesamowity dar – ale też pewne ryzyko.”

Pomijając sprawę tytułu, która może w dzisiejszych czasach w większej mierze odstraszać, ze względu na religijność lub strach ludzi przed przyznaniem się do wiary, to uważam, że każdy powinien sięgnąć po tę krótką historię, która skłania do przemyśleń. Bardzo podobało mi się przedstawienie Nieba. Autor wyjaśnia swoje wyobrażenie umiejscowienia przedsionka do Zaświatów. W pewnym sensie może być to odpowiedzią na pytania wielu osób i ich wątpliwości. Przecież człowiek już w poprzednim wieku poleciał w górę „do nieba” i odkrył kosmos oraz jak wielu się wydaje smutną prawdę o tym, że obiecane niebo wcale nie znajduje się u góry. W „Z Bogiem na Ty” Niebo zostaje przedstawione jako równoległa rzeczywistość, a na wejście do niej trzeba sobie zasłużyć odpokutowując swoje złe uczynki.

„– Tomek, to jest właśnie niebo, to jest to,
co teraz czujesz, nie ma strachu, jest tylko dobro,
nadludzka więź i akceptacja różnic.
Niebo to stan, w jakim jesteś w tym momencie.”

Zazwyczaj, do krótkich powieści mam naprawdę mieszane zdanie, tak po przeczytaniu tej jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i polecam ją każdemu czy to wierzy czy nie wierze, ponieważ książka jest naprawdę warta przeczytania 😊.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
14.05.2019r.
Alpha

piątek, 10 maja 2019

40# "Drwal. Miłość, która narodziła się z natury." PRZEDPREMIEROWO



Tytuł: Drwal 
Autor: K. N. Haner 
Rok wydania: 15 maja 2019 
Wydawnictwo: EditoRed 
Liczba Stron: 288 

Opis:

Jason Parker, zraniony wydarzeniami z przeszłości, kilka lat temu porzucił wygodne życie w Cleveland i zamieszkał w drewnianym domu pośrodku lasu, z dala od ludzi. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie pokocha. W swoim azylu tworzy rzeźby, wyrażając w nich emocje, które nie do końca rozumie. Zdolny artysta zdobywa coraz większą popularność, ale konsekwentnie odmawia kontaktów z mediami.

Samantha Crow ma w życiu konkretny cel. Przebojowa i śmiała dziewczyna chce zostać dziennikarką, choć w głębi duszy pragnie zupełnie czegoś innego. Pewnego dnia dopina swego i namierza pracownię Jasona. Pod pretekstem wywiadu odważa się odwiedzić tajemniczego "Drwala".

To spotkanie, które nieoczekiwanie na dobrych kilka dni uziemia Jasona i Sam w leśnej samotni, sprawia, że zamknięty i skryty mężczyzna otwiera się przed, na pozór beztroską, kobietą. Choć oboje mają wiele tajemnic i nie potrafią odnaleźć właściwej ścieżki, to tylko oni mogą sobie wzajemnie pomóc. Czasami jednak prawdziwe uczucie to za mało, by przegonić demony przeszłości.

Las. Deszcz. Miłość, która narodziła się z natury.


Recenzja:

„Czasami nie powinniśmy spełniać oczekiwań osób,
które mają problemy same ze sobą.”

Najnowszą książkę K.N. Haner można opisać jednym zdaniem: Człowiek, człowiekowi wilkiem. I na tym mogłabym skończyć recenzję, ze względu na to, żeby nie zdradzić za wiele, ale nie odpuszczę sobie tej przyjemności i przedstawię Wam zarys historii, którą już 15 maja będziecie mogli przeczytać, dzięki wydawnictwu EditoRed.

Kiedy na ludzi spada nieszczęście często sobie zadajemy pytanie: Dlaczego ja? Co zrobiłem. Mówimy sobie już gorzej być nie może, lecz po chwili na nasza głowę zostaje wylane jeszcze większe wiadro lodowatej wody.

Obserwując ludzi przez trochę lat, jak już żyję, zaobserwowałam pewną regułę, która się powtarza i powtarza, a mianowicie: wiele nieszczęść ludzkich jest wywołana przez drugiego człowieka. I z takimi problemami zmagają się główni bohaterowie powieści „Drwal. Miłość, która narodziła się z natury.”

„Uświadomiłem sobie,
że nie można pokochać kogoś innego,
dopóki nie pokochamy
i nie zaakceptujemy samych siebie.” 

Od dłuższego czasu Samantha Crow stalkowała na mediach społecznościowych sławnego rzeźbiarza zwanego „Drwalem”. Kontakt z artystą był utrudniony, ze względu na to, że mieszkał na odludziu, a swoje arcydzieła sprzedawał za pomocą stron internetowych oraz kurierów. Rzadko kiedy widywał się z innymi ludźmi. Jednak młoda stażystka nie poddała się i tak pewnego razu wjechała na podwórko Jasona Parkera. Miał to być tylko niewinny i szybko przeprowadzony wywiad, jednak co dwoje ludzi może mieć do powiedzenia, jeśli los uprze się i postanowi inaczej?

Jedna burza zmąciła i zmieniła tor życia bohaterów. Zmuszeni spędzić ze sobą dłuższy czas niż zakładali, zaczynają się poznawać, przełamywać lody. Nawiązują pewną nić porozumienia, która z każdą kolejną rozmową czy to przyjemną czy też nie staje się coraz silniejsza.

„Wyrwano mi serce,
a bez serca nie da się żyć.” 

Okazuje się, że oboje niosą na swoich barkach bagaż doświadczeń, którym poddał ich los. Z pozoru wesoła, głośna i odważna Sam okazuje się być wykorzystywaną przez szefa stażystką, która próbuje się uwolnić od jego terroru. W tym niezwykle okazuje się pomocny Jason, który po odkryciu, że został wykorzystany ponownie separuje się i ponownie ucieka do swojej samotni.

Nim jednak zdąży się ponownie zaaklimatyzować kolejny cios bezlitośnie spada na niego. Dowiaduje się o śmierci swojej matki i tutaj byłam pod ogromnym zachwytem. Emocje, które odczuwał Jason, były doskonale przekazane, przez co (przyznaję się bez bicia) popłakałam się.
Tak! I to już powinien być dla Was sygnał, bo ja zazwyczaj nie płaczę, ale (!) po pokazaniu, jaką miłością Jason darzył swoją matkę i jaki czuł ból po jej stracie, wzruszyły mnie.

Jednocześnie autorka ukazuje, że każde wydarzenie w naszym życiu ma sens, gdyż prowadzi nas do kolejnej podejmowanej przez nas decyzji. I pomimo że czasem są one błędne, to właśnie dzięki nim oraz dzięki tym dobrym znajdujemy się w danym miejscu otoczeni danymi ludźmi.

„Dążenie do ideału jest nudne.” 

Dodatkowo, prócz romansu, do całości zostaje dodany wątek sensacyjny. Szczerze powiem wywołał u mnie on mieszane uczucia i odniosłam trochę wrażenie, jakby on tam nie pasował, ale to może tylko mój dziwny odbiór. Nie raził on aż tak, żeby uznać, że kompletnie nie pasuje, jednak coś mi albo brakowało przez całą książkę, albo coś mi umknęło. Pomimo tego, sam zwrot akcji, jeśli można tak powiedzieć był do przewidzenia, więc jeśli ktoś szuka tutaj nieprzewidywalnej akcji, to raczej niech nie sięga po tę książkę. W końcu jakby nie patrzeć, to nie jest sensacja, a romans 😉. Dla chcących przyjemnej i lekkiej lektury jest to pozycja wręcz idealna. Określiłabym nawet tą historię jako idealną dla zrelaksowania się oraz wyciszenia.

„Wybrałaś odpowiednie miejsce. 
(…)
Wybrałam odpowiedniego faceta.” 

I jak to bywa w życiu dwie różne dusze skrzywdzone w ten sam sposób, których serce biło jednym rytmem spotkało się w odpowiedniej chwili, bo jak to się mówi: Przeciwieństwa się przyciągają.

„Życie jest za krótkie, by bać się zmian
i podejmowania decyzji.
Zawsze przecież można zmienić zdanie.” 

I z Jasonem i z Sam zżyłam się mocno ze względu na to, że oboje są bardzo dobrze wykreowanymi postaciami, ale prócz tego znalazłam w nich, niektóre swoje cechy, a właśnie tacy bohaterowie stają się nam bliscy. Tacy, którzy w pewien sposób są namacalni.

W tej książce nie ma cukierkowej miłości! Pojawił się motyw procesu zakochiwania się w sobie. Może lepiej to widać u Sam, lecz po chwili zastanowienia dostrzegamy to również u Jasona.

Mężczyzna od początku nie ma dobrego zdania o dziennikarce, lecz po jakimś czasie nawet zaczyna ją lubić, a to lubienie zmienia się w iskierkę, która doprowadzi do nieokiełznanego pożaru!

„Wszystko w historii człowieka musi się zgadzać. 
Nie ma możliwości przeskoczenia do kolejnego rozdziału,
pominięcia jakiegoś fragmentu. 
Po prostu nie mamy wyboru.
Musimy przeżyć własne życie od A do Z.
I zrobić wszystko, by na końcu naszej historii był happy end.” 

Odkąd tylko zobaczyłam okładkę do tej powieści, to wiedziałam, że będzie to wartościowa historia. K.N. Haner nie pisze zwykłego romansu czy erotyku. Autorka porusza bardzo ważne aspekty takie, jak zdrada, samotność, wykorzystanie niedoświadczonych kobiet oraz budowanie zaufania. Od pierwszej strony po ostatnią czytałam z ogromnym zainteresowaniem, a podczas tego zostałam zauroczona historią Drwala.

Po czym rozpoznać dobrze napisaną książkę? Jak już wspominałam kiedyś, po tym, że wywołuje emocje. W „Drwalu” nie zabrakło tego i mam nadzieję, że kolejne książki autorki również będą zachwycać, tak jak ta to zrobiła!

Za udostępnienie egzemplarza serdecznie dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Edito Red.

10.05.2019r.
Alpha


środa, 1 maja 2019

39# "Stajnia pod lasem"



Tytuł: Stajnia pod lasem 
Autor: Elżbieta Pragłowska 
Rok wydania: 2019 
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 182 

Opis:

Rzuć wszystko i załóż stajnię

Winston Churchill twierdził, że żadnej godziny życia nie można uznać za zmarnowaną, jeśli spędziło się ją w siodle. Ta maksyma przez wiele lat była dla Ewy drogowskazem – zawsze i wszędzie towarzyszyły jej konie. Po powrocie z Londynu kobieta w końcu postanawia spełnić swoje największe marzenie i otworzyć własną stajnię. Ale nagle los przestaje być jej przychylny. Małżeństwo Ewy się rozpada, sytuacja finansowa z dnia na dzień się pogarsza, a prowadzenie pensjonatu dla koni zaczyna ją przerastać. Wielka pasja lada chwila może zmienić się w wielką udrękę… Chyba, że pojawi się ktoś, kto pomoże jej wyjść na prostą i sprawi, że tytułowa stajnia pod lasem stanie się oazą szczęścia.


Recenzja:

„Od najmłodszych lat kochała konie, 
uwielbiała ich zapach, 
nawet zapach obornika dobrze się jej kojarzył, 
przywoływał dobre wspomnienia.” 

Odkąd pamiętam, już jako dziecko, kochałam zwierzęta. Głównie fascynowały mnie psy, koty i konie, co w pewnym sensie jest typowe. Kiedyś nawet uczęszczałam na lekcje jazdy konnej, tyle że było to dawno i już większości nie pamiętam, chociaż mówi się, że jazda konna jest jak jazda na rowerze i nie zapomina się tego. 

Tak, więc, gdy tylko dostałam możliwość zrecenzowania tej książki, zgodziłam się bez wahania, ale czy książka sprostała moim oczekiwaniom?

Pasją Ewy od zawsze były konie. Wszystko zaczęło się wraz z posiadaną przez nią klaczą, którą zabrała ze sobą do Anglii i tam już niestety zostawiła. Musiała to piękne zwierzę uśpić. Jednak po powrocie do rodzimego kraju, postanowiła założyć stajnie. Nie spodziewała się jednak, że będzie to duże obciążenie i niekończąca się praca.

W dodatku bohaterka czuje się porzucona, samotna i stara, co powoli zabiera jej radość spędzania w swoim ulubionym miejscu. Ostatnim gwoździem do trumny okazuje się być śmierć jednego z rezydentów pensjonatu. Wtedy też Ewa zaczyna na poważnie zastanawiać się nad sprzedażą stajni. Można powiedzieć, że wypaliła się z biegiem lat i przestaje sprawiać jej to radość, a staje się rutyną, przykrym obowiązkiem.

Do tego dochodzą problemy sercowe bohaterki. Trudna sytuacja z mężem, który opuścił ją, a do tego zdradza z ładniejszymi i młodszymi kobietami oraz interesujący się nią pewien pracownik, z którym wbrew pozorom wiele ją łączy, chociaż Ewa nie zdaje sobie z tego sprawy.

W ten oto sposób dostajemy krótką historię z wątkami romansu oraz lekkiego kryminału, chociaż może w tym ostatnim może trochę przesadziłam. Jednak jakieś tam zaczątki dochodzenia związane ze śmiercią, jednego z lepszych koni w pensjonacie są, tego nie można wykluczyć.

Pomimo małej ilości stron, przez powieść przewija się sporo bohaterów. Od samej właścicielki stajni zaczynając, po pomocnika, dzierżawców, kończąc na mężu kobiety. Postacie klientów Ewy – Vadim i jego córka od początku budziły we mnie niechęć, a ich zachowanie tylko to pogłębiło. Natomiast postać Romana – pracownika, który pomaga Ewie w stajni, zaintrygowała mnie i nawet mogę powiedzieć, że w pewnym sensie zauroczyła. Ukrywający swe uczucia do szefowej, mężczyzna pomału sam nie wie co robić, szczególnie, kiedy na horyzoncie pojawia się mąż Ewy, który próbuje odzyskać i naprawić spalone mosty między nim a żoną. Pozostaje pytanie, co z tym wszystkim postanowi zrobić Ewa?

Po przeczytaniu historii byłam lekko zawiedziona. Naprawdę z ciekawego pomysłu można było wycisnąć jeszcze więcej. Denerwowała mnie bohaterka, która pomimo średniego wieku, zachowywała się jak przysłowiowe dziecko we mgle. Do tego kulejący styl autorki, który nazwałabym surowy, tak jakby nie został poddany obróbce. W tym powtarzające się informacje, przez które odniosłam wrażenie, jakby ktoś autorkę odrywał od pisania, wybijał z toku myślenia i po chwili, jakby wracała powtarzając wspomniane przed chwilą informacje. Jako czytelnik poczułam się potraktowana, jako mało inteligentny odbiorca.

W dodatku zabrakło mi klimatu, który można byłoby świetnie zbudować wokół tej powieści. Wyobraźcie to sobie: poruszane na wietrze gałązki sosen tworzących las o cudownym zapachu, ustępujący miejsca polanie, na której stoi stylowy domek, a nieopodal stajnia z padokiem, a wszystko to doprawione rżeniem koni, szczekaniem psa i śpiewem ptaków. Właśnie tego mi zabrakło.

W książce autorka porusza ważne kwestie, jednak coś nie zagrało, przez co książka trochę straciła, jednak jeśli lubcie konie i podziwiacie te pełne gracji zwierzęta, to być może ta książka jest właśnie dla was 😉

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

01.05.2019
Alpha

piątek, 29 marca 2019

38# "Upadające Imperium"


Tytuł: Upadające Imperium 
Autor: John Scalzi 
Rok wydania: 2019 (Polska) 
Wydawnictwo: NieZwykłe 
Liczba Stron: 340 

Opis:

Pierwsza powieść nowej serii książek w konwencji space opera, osadzonych w całkowicie nowym uniwersum, napisana przez laureata nagrody Hugo, autora bestsellerów z listy „New York Timesa”: „Wojna starego człowieka” oraz „Czerwone koszule”.

Naszym Wszechświatem rządzi fizyka, więc podróżowanie szybciej niż prędkość światła nie jest możliwe. Tak było, dopóki nie odkryto Nurtu – pozawymiarowego pola, do którego możemy uzyskać dostęp w określonych punktach Czasoprzestrzeni, a ono niesie nas do innych światów, krążących wokół innych gwiazd.

Ludzkość wybrała się z Ziemi w kosmos i z czasem zapomniała o swoim rodzimym świecie, tworząc nowe imperium, Wspólnotę, której etos mówi, że żadna z placówek zamieszkanych przez człowieka nie jest w stanie przetrwać bez pozostałych. To stanowi barierę dla międzygwiezdnych wojen, ale też system kontroli władców nad imperium.

Nurt jest wieczny, ale nie statyczny – tak jak rzeka zmienia swój bieg, odcinając różne światy od reszty ludzkości. Kiedy przemieszczanie się Nurtu zostaje odkryte – co może się zakończyć odizolowaniem wszystkich miejsc zamieszkanych przez człowieka poprzez uniemożliwienie podróży szybszych niż prędkość światła – troje ludzi: naukowiec, kapitan statku kosmicznego oraz cesarzowa Wspólnoty, prowadzą wyścig z czasem, żeby zbadać co, jeśli w ogóle cokolwiek, da się uratować z międzygwiezdnego imperium, znajdującego się na krawędzi rozpadu.


Recenzja:

„Ja, Cardenia Wu-Patrick, na mocy przysługujących mi praw,
obejmuję stery, Kościoła i państwa, zostaję Grayland II,
imperoksem, królową, głową Kościoła, sukcesorką Ziemi i matką wszystkich.” 

Stary imperoks umiera. Nastają czasy Cardenii z rodów Wu oraz Patrick, która przybiera imię Grayland II. Jednak już w dniu koronacji napotyka na problemy – o mało nie ginie w zamachu terrorystycznym, który może być powiązany z buntem rebeliantów na planecie znajdującej się po drugiej stronie kosmosu. W dodatku Nurt, swego rodzaju połączenie między planetami, dzięki któremu utrzymuje się Wspólnota, zaczyna się rozpadać, zmieniać, grożąc rozłamowi.

Dlatego też przebywający na Kresie hrabia Claremont, dawny przyjaciel nieżyjącego imperoksa, wtajemnicza syna w grożącą ludzkości sytuację i wysyła Marce Claremonta w celu ostrzeżenia władcy. Niestety nic nie będzie przychylne i wszystko oraz wszyscy będą utrudniać w dostarczeniu informacji do imperoks Grayland. Co młoda władczyni zamierza zrobić z dostarczonymi dowodami? Jak zapobiegną zbliżającej się wielkimi krokami katastrofie?

„(…)mili ludzie zwykle nie sięgają po władzę.” 

„Upadające Imperium” to pierwszy tom serii space opera Johna Scalzi i to czuć podczas czytania. W tej książce nie znajdziemy akcji rodem z „Gwiezdnych Wojen”, gdzie klony biegają z blasterami, a rycerze Jedi prowadzą pojedynki na miecze świetlne.

To nie tutaj.

Ten tom stanowi wprowadzenie do akcji i wyjaśnienie czytelnikowi, o co chodzi w stworzonym przez autora świecie. Duża część fabuły skupia się na pojęciu władzy i to nie tylko na jednej planecie. Autor przedstawia nam funkcję imperoksa, jako głównego władcę Wspólnoty, rozszerzającą się na cały Kosmos oraz dla porównania niewielką władzę księcia na planecie Kres. Co zabawne obie te funkcje są takie same. W obu przypadkach władcy są tylko i wyłącznie marionetkami, posadzonymi na krzesłach. Choć nowa imperoks ma w planach nie dać się podporządkować.

Akcja w tym tomie rozwija się powoli, głównie skupiając się na dziedziczeniu, problemach z rebeliantami, co w pewnym sensie przypomina „Grę o Tron”. Po drodze autor podrzuca nam intrygi dworskie, ale również i handlowe. Prócz imperoksa oraz Kościoła we Współnocie ważną rolę pełni gildia kupiecka, w której również toczy się walka o władzę między rodami.

„Nie ma podróży szybszej od prędkości światła.
Ale jest Nurt.” 

Krótko po rozpoczęciu czytania poznajemy Cardenię, córkę imperoksa z nieprawego łoża, która po śmierci przyszywanego brata zostaje wyznaczona na dziedziczkę tytułu. Dla wszystkich jest to zaskoczenie, głównie ze względu na to, że to jej brat był przygotowywany na przejęcie władzy.

Wszyscy są jednomyślni i uważają, że Cardenia nie będzie dobrym imperoksem. Dziewczyna jeszcze dobrze nie zdążyła przyzwyczaić się do nowej roli, a już na jej barki spadają same kłopoty i nieszczęścia. Krótko po śmierci ojca, w zamachu terrorystycznym traci najlepszą przyjaciółkę, rada wraz z rodziną kupiecką nalega na szybki ślub, a do tego docierają do niej wieści o rozpadzie Nurtu.

Lepszego początku władania nikt nie mógł pragnąć bardziej.

Kolejnym głównym bohaterem jest syn hrabiego Claremonta, dobrego przyjaciela byłego imperoksa, Marce Claremont. Cichy naukowiec i wykładowca, zostaje wezwany przez swojego ojca na konsultacje dotyczące badań Nurtu. Hrabia uświadamia synowi ich nieciekawa sytuację związaną z Nurtem i wyznacza mu zadanie, dostarczenia informacji imperoksowi. Niestety przez trwające walki rebelianckie na planecie Kres, Marce zostaje porwany. Na szczęście nieświadomy niczego mężczyzna ma strzegących go aniołów stróżów.

Tak jego drogi przecinają się z Kivią Lagos, która mustruje go na swój statek.

Kivia Lagos jest drugą główną bohaterką, której losy śledzimy w pierwszym tomie. Jest cwaną bezwzględną materialistką, która nie przebiera w słowach, a „cenzura” jest jej obca. Twarda, silna kobieta pochodząca z kupieckiego rodu Lagos. Pewna siebie manipulantka, która nie cofnie się przed niczym, byle osiągnąć wyznaczony przez siebie cel. Według pewnych źródeł jej pierwszym wypowiedzianym słowem było „kulwa”.

Cała trójka zyskała moją sympatię, każdy z osobna ma w sobie coś, przez co nie pozostają obojętni podczas czytania. Cardenię polubiłam za jej podejście do życia, Kivę za to, że nie da sobie w kaszę dmuchać i potrafi dogadać do słuchu, a Marce to słodki naukowiec nie mogący znaleźć się w nowym otoczeniu, pomimo tego, że bardzo mocno się stara.

„- Byłaś prawdziwą prorokinią?
- Tak.
- Więc wiedziałaś, że to co opowiadasz o Wspólnocie i jej fundamentach, stanie się prawdą?
- Nie, oczywiście, że nie.
- Ale właśnie powiedziałaś, że byłaś prorokiem.
- Każdy może być prorokiem. Musisz tylko rozgłaszać, że to co mówisz, pochodzi od Boga.” 

Pomimo tego, że akcji w tej książce jest niewiele oraz pomimo tego, że czytało mi się ją trochę ciężko, to i tak polubiłam tą książkę i jestem ciekawa kontynuacji. Nie ukrywam, że rzadko czytam gatunek science fiction, a to dlatego, że nic mnie do siebie nie przekonuje. W przypadku „Upadającego Imperium” było to porównanie do mojej ukochanej „Gry o Tron” i pomimo tego, że książka jednak nie jest na takim poziomie jak dzieło G.R.R. Martina, to nie mogę zaprzeczyć, że zaciekawia.

Nie brakuje tutaj intryg oraz walki o władze, które mogły być podstawą do porównania do „Gry o Tron”, ale niestety miejscami książka była przewidywalna, przez co właśnie u mnie straciła lekko. Może to być spowodowane tym, że właśnie jestem po lekturze „Pieśni Lodu i Ogania” przez co trudno mnie zaskoczyć, jednak widząc porównanie do tych książek, mój poziom oczekiwania wzrósł.

To co mi się najbardziej podobało, to wątek Cardenii, a szczególnie kiedy udawała się do Pokoju Pamięci. Za pomysł na pomieszczenie, w którym może przebywać jedynie imperoks oraz w którym znajdują się wszystkie zapisane myśli poprzednie panujących imperoksów zwalił mnie z krzesła. Bardzo podobało mi się wyobrażenie podobizn władców, które pozbawione uczuć, niczym komputery lub roboty mówiły nowej władczyni, to co chciała usłyszeć, bez okłamywania czy kręcenia, jakie mogłyby wprowadzić uczucia nieżyjących osób. Doskonale to było przedstawione na postaci ojca dziewczyny, kiedy towarzyszyliśmy jej podczas ostatniej rozmowy z ojcem oraz zaraz po wejściu do Pokoju Pamięci, gdzie rozmawia z zapisem myśli ojca. Trochę straszne, ale godne podziwu.

Jeśli lubicie klimaty związane z władzą, intrygami, kosmosem oraz nadciągającą katastrofą w tle, to zachęcam do sięgnięcia po „Upadające Imperium”

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu.

Alpha
29.03.2019

poniedziałek, 25 marca 2019

37# "Prawnicy"


Tytuł: Prawnicy
Autor: Lilianna Garden
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Liczba Stron: 412

Opis:

Po tragicznych wydarzeniach z przeszłości, Cordelia Weston postanawia zacząć od nowa, całkowicie poświęcając się karierze prawniczej. Gdy otrzymuje wiadomość o przyjęciu do jednej z najlepszych kancelarii w Bostonie wie, że to szansa na którą tak długo czekała. Nie spodziewa się, że zostanie wciągnięta w sam środek rozgrywki, w której wszystko wydaje się jedynie wyreżyserowanym spektaklem, a jej serce skradnie niebezpieczny mężczyzna.
Kiedy Matthew Barden przyjmuje sprawę znanego biznesmena, oskarżonego o malwersację i morderstwo, nie przeczuwa, że to dopiero początek lawiny zdarzeń, które mogą doprowadzić do jego upadku. Bezwzględny i bezkompromisowy adwokat, nie ma litości dla swoich przeciwników, rozprawiając się z nimi bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Wszystko się zmienia, gdy w jego uporządkowane życie wkracza energiczna Cordelia Weston. Od pierwszej chwili wie, że z tą kobietą będą same kłopoty.
Czy dwoje poranionych ludzi będzie w stanie znów zaufać i dać się porwać miłości, gdy ich świat zaczyna rozpadać się, niczym domek z kart?
Zanurz się w świecie przepełnionym tajemnicami, chęcią zemsty i namiętnością, który pochłonie Cię bez reszty.

Recenzja:

Cordelia Watson po przeżyciu tragicznej przyszłości postanawia w końcu skupić się na sobie i postawić wszystko na jedną kartę – kariera. To teraz jest dla niej najważniejsze, o wiele ważniejsze niż miłość, która według niej tylko rani. Kończy studia prawnicze i w końcu los się do niej uśmiecha. Dostaje szansę, kiedy zostaje przyjęta do jednej z najlepszych kancelarii prawniczych w Bostonie.

Śledząc raczkującą karierę głównej bohaterki obserwujemy, jak od papierkowej roboty trafia wpierw na salę sądową, a później na przesłuchanie do więzienia. Cordelia powoli zostaje wprowadzana do świata prawników i przekonuje się, że wybrany przez nią zawód to nie bajka, pomimo że towarzyszą jej dwaj przystojni książęta. Szczególnie, że prócz chęci wybawiania świata od złego, główna bohaterka zaczyna przejawiać coraz większe zainteresowanie jednym ze swoich szefów.
Jeśli ktoś jest już tu ze mną od jakiegoś czasu to wie, że nie znoszę schematów, a jednak w debiucie Lilianny Garden pojawia się romans, który na całe szczęście rozwija się pomału (w innym wypadku udusiłabym autorkę, gdyż naprawdę wiązałam z tą książką wielkie nadzieje i historia je spełniła!). Kiełkującemu uczuciu, które przemienia się powoli w piękny kwiat zwany miłością czytelnik zawsze kibicuje i tak też jest w tej pozycji. Po prostu nie da się nie lubić tej pary i nie wiązać z nimi nadziei! (W szczególności, jeśli bohater nosi jedno z moich ulubionych imion męskich).

Podejrzewam, że wymieniając moich ulubieńców nikogo nie zdziwię wyborem: oczywiście Dilly, Matt oraz Eliott, to oni zdobyli moje serducho najbardziej, chociaż nie mogę powiedzieć, że nie polubiłam brata, siostry oraz przyjaciółki głównej bohaterki, jednak oni minimalnie przegrali z głównymi bohaterami.

Zarówno Matt jak i Cordelia mają za sobą tragiczne wydarzenia z przeszłości, których autorka od razu nie odkrywa, co więcej!, trzeba na nie czekać, prawie do końca książki, a że jestem istotą z natury niecierpliwą, to prędzej myślałam, że uschnę niż dowiem się, co dręczy bohaterów, dlatego też pochłaniałam kolejne strony z jeszcze większym zaciekawieniem.

Każde z nich walczy z demonami przeszłości, a do tego jeszcze kancelaria prawnicza Matta przechodzi kryzys i jeżeli nie udowodnią niewinności swojego najważniejszego klienta, grozi im tragedia. Jakby było jeszcze mało kłopotów dochodzi do tego podstępny były chłopak Cordelii, który włamuje się jej do domu i przechwytuje tajne, ważne informacje dla toczącego się procesu oraz przepełniona chęcią zemsty była żona Matthew, która nie cofnie się przed niczym.
Debiut Lilianny Garden to świetnie napisana powieść przesiąknięta intrygami, zwrotami akcji oraz dobrym romansem. Ta historia nie należy do typowych romansów szefa z pracownicą. Autorka idealnie połączyła wątek kryminalny z miłosnym nie przesadzając w żadnym z nich. Dodatkowo wszystko dzieje się w ciekawym świecie prawa, do którego wstępuje Dilly.  Na początku trudno było mi się wbić w historię, ale od połowy pochłonęłam ją, czytając nawet na wykładach (ale o tym ciii 😉). Serdecznie polecam i zachęcam po sięgnięcie tego tytułu, a ja z niecierpliwością wypatruję kontynuacji, bo naprawdę warto!

Jedynym minusem, przez który się zgubiłam się parę razy w fabule, była liczba bohaterów. Bodajże dwa razy zdarzyło mi się, że nie wiedziałam kto jest kim, ale po chwili odzyskiwałam rezon i wracałam na odpowiedni tor powieści.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!
Alpha
25.03.2019

wtorek, 19 marca 2019

36# "Love Line II"


Tytuł: Love Line II 
Autor: Nina Reichter 
Rok wydania: 2018 
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 345 

Opis:

"Znacznie łatwiej jest udawać miłość, niż ukryć, że kogoś kochasz"
Bethany McCallum chciałaby, aby jej życie znowu stało się normalne. ale czy to możliwe, skoro jej ukochany, Matthem Hansen, za kilka miesięcy bierze ślub z córką magnata medialnego, były mąż chce powrotu, a w dodatku nowa praca w "Newsweeku" zaczyna się od szantażu, za którego sprawą Bethany i Matt są zmuszeni współpracować ściślej niż kiedykolwiek wcześniej?
Czy zawodowa relacja będzie funkcjonować, skoro oboje zdają sobie sprawę z napięcia, jakie pojawia się między nimi? I czy profesjonalizm wystarczy, aby zachowali dystans?
Gdy tajemnice z przeszłości wyjdą na jaw, może się okazać, że stare grzechy mają długie cienie. Czy za ich sprawą miłość... zyska niespodziewanego sojusznika?


Recenzja:

„W chwili, kiedy zastanawiasz się,
czy kogoś kochasz,
przestałeś go już kochać na zawsze.” 

Bethany i Matthew rozstali się. Ponownie, lecz tym razem wszystko wskazuje na to, że prawdopodobnie na dobre. Beth podejmuje próbę odbudowy małżeństwa, jednocześnie skupiając się na pracy, a Matt niechętnie szykuje się do roli ojca, próbując być odpowiedzialnym i dojrzałym mężczyzną.

I tak przez długi czas każde próbuje wrócić do swojego życia, aż w końcu znowu są zmuszeni pracować ze sobą. Tym razem polem bitwy staje się hotel oraz plan filmowy, na którym nagrywany jest upragniony program Matthew, jednak mężczyźnie zaczęło zależeć na czymś, raczej na kimś, o wiele bardziej innym.

Zauważamy, że w każdym z głównych bohaterów zachodzi zmiana. Porównując ich do poprzedniego tomu, to na obydwojga odciśnięte zostało piętno. Złamani przez brutalne intrygi przypominają cień siebie samych.

W tej części autorka nieźle się postarała i uważam, że tom drugi jest lepszy od pierwszego. Podczas czytania miałam ochotę roznieść niektórych bohaterów. Dodatkowo w tej części dostajemy wiele informacji, które mnie osobiście zmiotły (SPOJLER głównie sprawa z wypadkiem siostry Matthew – Camille, no ja byłam w totalnym szoku, pomimo że to podejrzewałam, ale tak czy siak, autorka tak przedstawiała tę postać, że mówiłam sobie, że na pewno to nie ona, a tu jednak ona!)

„– Powiedz mi, którym z nich by był? (…)
– Kto? – Beth zrobiła wielkie oczy, a Gemma zaczęła gestykulować łyżeczką przełykając.
– No Matt. Którym by był? Jackiem czy Peterem? 
Z ciężkim westchnięciem wbiła plecy w kanapę.
– On? Tym pociągiem, co nadjeżdżał.
Tylko że mnie nikt nie zdążył ściągnąć z torów!” 

Zarówno Bethany jak i Matt są postaciami bardzo wyrazistymi, a zresztą nie tylko oni. Wszyscy bohaterowie są tak świetnie wykreowani, że podczas czytania zdajemy sobie sprawę, że mogliby żyć obok nas, bo kto z nas nie skrywa swoich problemów za maską uśmiechu? Kto nie otwiera się tylko przed bliskimi, a czasem nawet i przed nimi mamy opory? Tak! Zdecydowanie postacie wykreowane przez autorkę są bardzo silną stroną powieści, tak samo zresztą jak otoczka, w której dzieje się akcja.

Sam klimat powieści wiele nie odbiegał od tego, który by został przedstawiony przez zagranicznego autora, co już daje świadectwo, naprawdę wysokiego poziomu pisarstwa Niny Reichter. Jeśli ktoś ma awersje (niesłuszną) do polskich autorów, to myślę, że może tu się bardzo zdziwić, bo to co autorka wyprawia ze słowami i bohaterami to istny cud.

„W głowie jakiś głos szepnął do niej słowa Matthew:
Internet kojarzy mi się z czyśćcem o globalnym zasięgu.
Karze cię za stare grzechy.” 

Druga i ostatnia część tej niesamowicie wciągającej historii jest równie mocno przesiąknięta intrygami i tajemnicami, jak pierwszy tom. Jednak tutaj zostaje wszystko klarownie wyjaśnione, dzięki czemu czytelnik jest usatysfakcjonowany. Jeśli miałabym coś polecić chętnym, którzy zamierzają sięgnąć po tę książkę, to sprawa czytania obu części. Polecam czytać oba tomy za jednym zamachem, jeden po drugim. Wtedy nie zapomnicie ważnych faktów z fabuły i wszystko będzie ładnie się układać w jedną spójną i logiczną całość.

Nina Reichter ponownie zabiera nas w podróż po niczym serpentyna zawiłych drogach uczuć. Pierwsza część była przesiąknięta psychologią wymieszaną z uczuciami, natomiast kontynuacja skupia się na walce o miłość oraz drodze, którą bohaterowie muszą przejść żeby spróbować sięgnąć po szczęście.

Pozostaje pytanie tylko, jak wiele stracą i ile są w stanie poświęcić, w momencie kiedy los stawia na szali ich miłość?

„– Prosiłaś ją, żeby towarzyszył ci jakiś samotny podtatusiały palant,
który cały wieczór będzie ci się gapił na cycki?
– Tak – odparła niemal z rozbawieniem
– Tak? – wrzasnął, nie dowierzając.
Uśmiechnęła się.
– Rob, to miejsce jest dla ciebie.” 

Seria „Love Line” jest idealna dla wielbicielek romansów oraz powieści obyczajowych. Dojrzała, interesująca i wciągająca – tak można opisać historię wykreowaną przez autorkę, która oczarowuje już od pierwszych stron i zapewniam, że daje do myślenia. W dodatku każda dobra książka powinna uczyć, taką funkcję spełnia właśnie „Love Line”.

I tak jak zaznaczałam w poprzedniej recenzji, ta historia była pierwszym spotkaniem z autorką, ale na pewno nie ostatnią, a książki „Love Line” serdecznie polecam, myślę, że nikt nie pożałuje. 😊

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res! 

Alpha
19.03.2019

wtorek, 12 marca 2019

35# "Love Line"



Tytuł: Love Line 
Autor: Nina Reichter 
Rok wydania: 2017 
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 484 



Opis:

Matthew Hansen - przystojny młody psycholog - doradza kobietom, jak zbudować satysfakcjonujący je związek i nie pozwolić sobą manipulować.
Jest twórcą popularnej internetowej audycji LOVE Line, a jego charyzma i celne rady przyciągają miliony słuchaczek.
Zrządzeniem losu spotyka Bethany McCallum, będącą w trakcie rozwodu dziennikarkę luksusowego magazynu dla kobiet. Otrzymuje ona zlecenie napisania artykułu obnażającego metody stosowane przez hermetyczną grupę tak zwanych pick-up artists, czyli trenerów podrywu. Nieetycznych manipulantów, którzy szkolą mężczyzn, jak zaciągnąć kobiety do łóżka.

Ich drogi krzyżują się przy stoliku pewnej bardzo nietypowej restauracji. Wzajemne przyciąganie sprawia, że Matt postanawia zbliżyć się do Bethany. Aby to zrobić, będzie musiał podzielić się z nią swoją wiedzą.

Tymczasem napięcie między nimi staje się coraz silniejsze.
Ale oboje coś ukrywają.


Recenzja:

„Miała wrażenie, że jej życie to długi, ciemny korytarz i wprawdzie wydaje jej się, że widzi na końcu światło, ale po drodze są tylko wilgotne zmurszałe ściany i żadnych wyjść pożarowych.” 

Kro z nas chociażby raz nie sięgnął po kolorowe pisemko, w którym to specjaliści prześcigają się z radami o to jak znaleźć tę jedyną miłość albo jak zaleczyć złamane serce. Pełno jest testów czy to na pewno ten jedyny albo czy wybranek mojego serca jest mi wierny. I to wcale nie dotyczy tylko gazet dla kobiet! Mężczyźni również czytają takie rzeczy! W dodatku przeglądając Internet możemy natknąć się na trenerów podrywu.

Matthew Hansen młody i przystojny psycholog. W świecie trenerów podrywu posiada status gwiazdy o pseudonimie Mystery. Jednak wśród zwyczajnych ludzi zasłynął jako nieomylny prowadzący radiowego programu Love Line. Wszystko zaczyna się toczyć przyspieszonym tempem, kiedy na horyzoncie pojawia się szansa na poprowadzenie telewizyjnego programu, na którym Hansenowi bardzo zależy.

Jednak wszystko staje pod znakiem zapytania, kiedy sam trener poznaje tę jedyną i doradzanie nie jest już takie łatwe, kiedy zaczyna dotyczy go samego.

„Gdy spotkasz kobietę, która wydaje Ci się wyjątkowa,
tej pierwotnej iskry nie da się pomylić z niczym innym.
I od tej pory możesz oczywiście udawać, 
że nie pieprzysz jej w myślach,
ale oboje będziecie znać prawdę w chwili, gdy na siebie spojrzycie.” 

Bethany McCallum jest dziennikarką luksusowego magazynu dla kobiet, która po siedmiu latach małżeństwa stara się o rozwód. Jako młoda dziewczyna zakochała się i zbyt szybko poślubiła swojego wybranka. Cóż źle wybrała, ale czy jest możliwe, żeby los uśmiechnął się do niej? A może ponownie podsunął kłodę pod nogi?

Przed kobietą doświadczoną przez życie staje szansa awansu, musi jedynie napisać artykuł o PUA, czyli pick-up artist. PUA są zawodowymi podrywaczami, którzy dzielą się z mężczyznami wiedzą na temat podrywania kobiet. Beth staje przed zadaniem wejścia w świat, który został porzucony przez Matthew i zgłębienia go bardzo dokładnie. Rozpoczyna się ich współpraca, która zboczy z właściwego toru i zrobi się naprawdę gorąco, a między tą parą przeskoczą iskry!

„Wiesz, co kiedyś usłyszałem? 
Że znacznie łatwiej jest udawać miłość, 
gdy jej nie ma... niż ukryć, że kogoś kochasz, gdy tak jest.” 

Seria „Love Line” jest moim pierwszym spotkaniem z autorką, które zdecydowanie bardzo dobrze wypadło. W dodatku to nie jest debiut Niny Reichter, co od razu widać, kiedy sięgamy po historię Beth i Matta. Autorka ma na koncie bardzo dobrze ocenianą serię „Ostatnia spowiedź”, a sama dylogia zbiera pozytywne oceny!

W tej książce poznajemy historię Betthany McCallum oraz Matthew Hansena, którzy przez przypadek (a może i też przez przeznaczenie) poznają się na ulicy, jednak przez śmierć ojca dziewczyny, nie jest im dane spędzić wspólnego wieczora i spotykają się ponownie dopiero po siedmiu latach. Pomimo przerwy, podczas współpracy, której się podejmują zaczyna się budzić uczucie. Czy poddadzą się jemu?

„Love Line” jest oryginalną książką ze swego gatunku. Dzięki poruszanemu przez autorkę tematów pracy PUA oraz dziennikarek poznajemy wszystko od środka i właśnie to uświadamia nas, że nie jest wcale tak kolorowo jak myśleliśmy. Zostają nam ukazane zalety, ale również wady obu zawodów. Ciągnąca się za obojgiem bohaterów przeszłość, która daje o sobie znać na każdym kroku, a także brutalna rzeczywistość, przez którą oboje są doświadczani. Czytelnik może dostrzec okrutny świat biznesu, w którym przetrwają jedynie skorumpowani i bezwzględni ludzie.

Ze strony Beth przeżywamy problemy związane z wychowaniem córki przez samotną matkę. Starania o rozwód czy napalonego szefa, z którym nie może zostać sam na sam, bo mężczyzna zaczyna się do niej dobierać. Co do kwestii Matta, który udaje miłość do swojej dziewczyny, próbuje pogodzić się z błędem popełnionym w przeszłości, przez który ucierpiała jego siostra nie zapominając o wciągającym go świecie show-biznesu, który jest niczym bagno lub ruchome piaski.

„To, ile komuś dajesz, powinno być odbiciem tego, 
ile on daje tobie. A nie tego, jak bardzo chcesz z nim być.” 

Autorka w tej książce ukazuje również, że miłość nie jest jedynie przyjemna i kolorowa niczym z bajki. Można porównać ją do róży, która jest pięknym kwiatem, ale ma kolce i taka jest miłość. Daje nam szczęście, ale niekiedy również nas rani. „Love Line” przedstawia nam również, że nawet specjalista może sobie nie radzić i poplątać drogę, a nawet ją zgubić w zawiłym labiryncie miłości.

Jest to powieść dojrzała, ukazujące niebanalne problemy bohaterów, a dzięki wypracowanemu i lekkiemu stylowi autorki książkę czyta się bardzo szybko. Szczególnie polecam panią tę książkę ze względu na gatunek w jakim jest utrzymana ta książka, ale nie wykluczam, że może i panowie po nią sięgną. Matthew Hansen daje naprawdę dobre rady panowie 😉

Kończąc na dzisiaj: Mi książka bardzo się spodobała i polecam ją serdecznie do popołudniowej kawki czy herbatki i ciasteczka. Relaks gwarantowany!

Wypatrujcie już niedługo recenzji drugiego tomu, a za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res!
12.03.2019
Alpha

niedziela, 3 marca 2019

Zapowiedź "Upadające Imperium"

Dzisiaj mam dla Was kolejną zapowiedź! Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego, będę mieć możliwość zrecenzowania dla Was książki, która swoją premierę będzie mieć już 5 marca! Oczywiście mowa tutaj o "Upadające Imperium".

Dla zaciekawionych opis, a recenzja już niedługo ;)


Pierwsza powieść nowej serii książek w konwencji space opera, osadzonych w całkowicie nowym uniwersum, napisana przez laureata nagrody Hugo, autora bestsellerów z listy „New York Timesa”: Wojna starego człowieka oraz Czerwone koszule.

Naszym Wszechświatem rządzi fizyka, więc podróżowanie szybciej niż prędkość światła nie jest możliwe. Tak było, dopóki nie odkryto Nurtu – pozawymiarowego pola, do którego możemy uzyskać dostęp w określonych punktach Czasoprzestrzeni, a ono niesie nas do innych światów, krążących wokół innych gwiazd.

Ludzkość wybrała się z Ziemi w kosmos i z czasem zapomniała o swoim rodzimym świecie, tworząc nowe imperium, Wspólnotę, której etos mówi, że żadna z placówek zamieszkanych przez człowieka nie jest w stanie przetrwać bez pozostałych. To stanowi barierę dla międzygwiezdnych wojen, ale też system kontroli władców nad imperium.

Nurt jest wieczny, ale nie statyczny – tak jak rzeka zmienia swój bieg, odcinając  różne światy od reszty ludzkości. Kiedy przemieszczanie się Nurtu zostaje odkryte – co może się zakończyć odizolowaniem wszystkich miejsc zamieszkanych przez człowieka poprzez uniemożliwienie podróży szybszych niż prędkość światła troje ludzi: naukowiec, kapitan statku kosmicznego oraz cesarzowa Wspólnoty, prowadzą wyścig z czasem, żeby zbadać co, jeśli w ogóle cokolwiek, da się uratować z międzygwiezdnego imperium, znajdującego się na krawędzi rozpadu.

John Scalzi pisze książki całkiem sensowne. Najbardziej znany jest z pisania science fiction, w tym Czerwonych koszul – bestsellera z listy New York Timesa, za którą otrzymał też nagrodę Hugo za najlepszą powieść. Pisze również książki niefabularne, których tematyka rozciąga się od finansów osobistych, po astronomię i film. Był konsultantem  serialu telewizyjnego Gwiezdne wrota: Wszechświat. Lubi ciasta, tak jak każdy właściwie myślący człowiek. Możecie wejść na jego blog wpisując w Google „Whatever”. Poważnie, spróbujcie.



03.03.2019
Alpha

sobota, 2 marca 2019

34# "Kłamca 2.8 Papież Sztuk"



Tytuł: Kłamca 2.8 Papież Sztuk 
Autor: Jakub Ćwiek 
Rok wydania: 2019 
Wydawnictwo: SQN 
Liczba Stron: 266 

Opis:

Ta książka wytnie Wam kilka numerów!

Loki – nordycki bóg kłamstwa na usługach aniołów, a także, mimochodem, bohater sześciu książek, komiksu i gry karcianej – nie ma czasu świętować. Oto bowiem przyjdzie mu się zmierzyć z jednym z największych swoich wrogów. W dodatku na własne życzenie, bo wszystko wskazuje na to, że Dezyderiusza Crane’a, samozwańczego boga popkultury, stworzył omyłkowo nie kto inny jak Loki właśnie.

Teraz rozpoczyna się gra z czasem, tym trudniejsza, że z każdą chwilą nowy bóg coraz lepiej poznaje swoje możliwości. Jego główną mocą jest kontrola nad narracją, a nawet… nad całą opowieścią.


Recenzja:

„Dezyderiusz. Upragniony.
Jestem tym, czego się pragnie, jestem oczekiwanym.
Jestem podażą dla popytu. Jestem... 
– …trupem – mruknął Chus.” 

„Kłamca 2. Papież Sztuk” jest kolejną częścią z serii „Cyngiel Niebios” i tak jak poprzednia część jest w pewnym sensie nowelką, której fabuła (jak z tytułu wynika) ma miejsce pomiędzy tomem drugim, a trzecim. Ta część jest pod każdym względem inna niż poprzednie oraz te, które nadejdą, nie tylko zaskakuje historią, ale również formą. Z tego co dobrze pamiętam, to „Papież sztuk” jest również swego rodzaju przejściem, gdyż poprzednie części autor podzielił historię na opowiadania, które tworzą całą logiczną fabułę. Tutaj w tej części już nie mamy opowiadań, a jedną ciągłą historię i tu właśnie następuje moment przejścia, gdyż (tak jak mówiłam o ile dobrze pamiętam z poprzedniego wydania) kolejne dwie części również tworzą jedną ciągłą historię, tyle że podzieloną na rozdziały.

„– Jak to jest być bogiem, pytasz? – mruknął.
Skinął palcem w stronę drzwi, przekręcając w nich zamek,
na ułamek sekundy, zanim poruszyła się klamka.
– Zabawne, ale do tej chwili nie miałem jeszcze pojęcia.
Ale powiem ci: to fantastyczne uczucie.” 

Loki tym razem musi stawić czoła nowemu bóstwu, które może być jak dotąd największym wyzwaniem z jakim dawny As miał styczność i to w dodatku na własne życzenie, ponieważ Dezyderiusz Crane jest w pewnym sensie synem Lokiego. Jak zawsze przy jego boku stoją Eros i Bachus, którzy mogą się okazać niewystarczającym wsparciem dla Kłamcy. Przy pierwszej okazji pozbycia się nowonarodzonego boga, zawalają sprawę, a Crane zaczyna rosnąć w siłę zbierając grono wiernych. Wszystko to starają się ukryć przed aniołami, lecz Loki posiada większą ilość nieprzychylnych mu osób niż przyjaciół, przez co bardzo szybko skrzydlaci orientują się w sytuacji i interweniują.

Wbrew pozorom zakończenie całej historii nie jest takie zwyczajne jak czytelnikowi. Może się zdarzyć, że ta książka nie tylko was zaskoczy, lecz i wpłynie na wybór podczas czytania.

„W końcu Kłamca uznał, że musi się iść przewietrzyć.
Nie zatrzymywali go specjalnie,
bo z każdą chwilą robił się coraz bardziej nerwowy,
a to nie pomagało w poszukiwaniach.” 

Nie będę po raz kolejny opisywać postaci, które pojawiły się już w recenzjach poprzednich tomów. W tej ocenie skupię się na niejakim Marcusie Lesterze, a później znanego jako Dezyderiusz Crane. Nowy bóg popkultury jest potomkiem znanych bogów otóż samego Thora i Lokiego. Kłamca, jak to w jego charakterze leży, sprawił swojemu bratu. As przybrał postać kobiety i uwiódł boga piorunów. Tak powstał antagonista tej powieści, którego nie ukrywam bardzo polubiłam. Oczywiście opisana powyżej historia jest wymyśloną na potrzeby serialu „Bóg pośród nas”, który opowiada przedziwnie podobną historię do rzeczywistości z archaniołami i bożkami. Brzmi zupełnie jakby maczały w tej sprawie pewne kłamliwe paluszki.

Nowy bóg oczywiście w żadnym wypadku nie jest na rękę, do tego z każdą upływającą chwilą staje się coraz silniejszy i dąży do osiągnięcia maksymalnej mocy, dzięki której pozbędzie się zamachowców, którzy czyhają na jego życie. W tym celu wyszukuje odpowiednie sceny z życia przypadkowych ludzi, które w jakimś stopniu odpowiadają sytuacjom z filmów. Wtedy Crane obserwuje całe zajście i wchodzi do akcji w zaplanowanym momencie, zyskując nowych wiernych, którzy go czczą.

Narracja z punktu widzenia Dezyderiusza w pewnym sensie mnie bawiła, ponieważ w momencie, kiedy stał się bóstwem narodziło się jego drugie ja, które jest narratorem powieści. Co mnie rozśmieszało? Otóż sprzeczki bohatera z jego wewnętrznym głosem.

„– Skąd pewność, że ten dobroczyńca to nasz gość? 
Loki wysunął wykałaczkę językiem, po czym obrócił ją w ustach, 
na moment szeroko je otwierając. 
– Instynkt macierzyński.” 

Z ogromną przyjemnością wróciłam i przeczytałam wznowienie tej części, nie tylko ze względu na to, że jest to moja ulubiona część, ale również dlatego że Ćwiek w tej książce przekracza wszelkie granice! Nie widziałam jeszcze takiej książki. Mamy tu różnie poprowadzone fabuły, różne zakończenia i oczywiście jak zawsze od groma nawiązań do popkultury. Czasem docierając do pewnych punktów czułam się, jakbym grała w grę, a nie czytała książkę, ze względu na możliwy wybór toru w jakim miałaby się potoczyć się historia. To jest niesamowite jak autor zręcznie tworzy historię, tak że wszystko scala się w całość i nawet pojawienie się komiksu. Jak to w przypadku Ćwieka książkę czyta się błyskawicznie dzięki lekkiemu stylowi i wplecionemu humorowi, który powoduje, że czytelnik mimo woli zaczyna się uśmiechać. Podsumowując mój zachwyt nad tą częścią, zakończę to szczerym poleceniem książki, która jest obowiązkowa dla fanów fantastyki oraz wielbicieli Lokiego.

„– Powiedziałbym: Panie, świeć nad jego duszą,
ale tu ani pana, ani duszy, więc… 
zapytam tylko:
Jedziemy tam?”

Dodatkowo po całej przyjemności jaką jest zapoznanie się z fabułą „Papieża Sztuk”, na końcu książki została przedstawiona historia Kłamcy. Znajdują się tam ciekawostki nie tylko dla fanów cyklu, lecz także dla początkujących twórców, którzy mogą się przekonać, że wydanie własnej książki jest nie tylko wielkim szczęściem, ale również czasem mocnym kopem od życia. Jak to mówią: Każdy medal ma dwie strony.

Z perspektywy czytelnika, który od jakiegoś czasu już jest fanem twórczości Jakuba Ćwieka, zdecydowanie polecam wam pójść na spotkanie autorskie, jeśli będziecie mieć taką możliwość. To co jest opisane na końcu, może i zawiera historię „Kłamcy”, ale klimatu wieczorku nic nie pobije, tak więc polecam potraktować tą część jako wstęp do najbliższego spotkania z autorem.

Za możliwość przeczytania wznowienia bardzo dziękuję Wydawnictwu SQN.

02.03.2019
Alpha

środa, 27 lutego 2019

33# "Skrzynia z uśpionym przeznaczeniem"


Tytuł: Skrzynia z uśpionym przeznaczeniem 
Autor: Weronika Ceynowa 
Rok wydania: 2019 
Wydawnictwo: Psychoskok 
Liczba Stron: 101 

Opis:

Dwie kobiety.
Dwie historie.
Jeden kamień.
Kiedy Simona straciła dziecko, mąż zaczął się od niej odsuwać. Czuła, że zaczyna się dziać coś niedobrego. A kiedy przez przypadek spotkała tajemniczego Alfeusza, nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo może być powiązany z jej życiem...
Ala, córka Simony, po śmierci matki dokonuje niezwykłego odkrycia. W jej szafie – znajduje pudełko pełne pamiętników, w których spisana jest niezwykła historia Simony i Alfeusza. Ala staje się również właścicielką kamienia, który posiada niezwykłą moc. Potrafi on powstrzymać zarazę, która panuje w odległej krainie, znajdującej daleko od Ziemi i zaprowadzić dzięki temu dawny ład oraz porządek. Jak jednak odnaleźć kamień na wielkiej kuli ziemskiej? I czy to wystarczy, by powstrzymać rozprzestrzeniającą się tajemniczą chorobę, która sieje spustoszenie?

To historia doskonale ukazująca trudne wybory pomiędzy uczuciami a obowiązkami oraz rodzinne tragedie, które mogą przydarzyć się każdemu z nas. Obyczajowość i codzienność łączy się z elementami fantastycznymi, dodatkowo wplatając w to świat starożytnej Grecji, czarownic i klątw.


Recenzja:

„Czas płynie szybko jak wodospad,
Kiedyś woda w nim zniknie tak jak i mój żywot.”

Po burzy zawsze przychodzi czas na słońce. To samo tyczy się nieszczęścia w naszym życiu. Zawsze po trudnym okresie znowu wita nas słońce, radość i szczęście. Simona przeżyła ostatnio wielką stratę – poroniła. W dodatku jej mąż cały czas się od niej oddala, zamiast jej pomóc. Kobieta jednak postanawia stanąć na nogi i pomimo żalu oraz smutku wrócić do normalnego życia. Zatrudnia się w nowej pracy jako nauczycielka historii. Już pierwszego dnia spotyka na swojej drodze intrygującego nieznajomego, który przedstawia się jako Alfeusz. Szybko odnajdują wspólny temat i rozpoczynają pogawędkę o ich wspólnym zainteresowaniu. Poruszając temat starożytnej Grecji, wspominają o legendarnej skrzyni zaklętej przez złą wiedźmę. Według przypowieści miała narodzić się dziewczyna, dzięki której klątwa skrzyni zostanie zdjęta, ale tak jak w przypadku burzy i słońca, tak i tutaj istniały dwa rozwiązania. Wybranka miała albo uwolnić zaklętych braci spod klątwy lub jednego z nich obdarować potężną mroczną mocą. Simona nie podejrzewa, że niewinna rozmowa z nieznajomym mężczyzną może odnosić się do jej życia, w którym już zaczęło dziać się coś niedobrego.

„Młody mężczyzna nie wygrał z miłością i ostatecznie odwzajemnił uczucia kobiety.
Gdy brat się o tym dowiedział, zaplanował zemstę z pomocą złej wiedźmy,
u której wybłagał zły urok na bracie.
W zamian miał służyć u niej przez pięćset lat.
Stworzyli czar, który miał uwięzić brata w czasie, czyli miał żyć przez tysiące lat i nie starzeć się, być wiecznie młodym.
Gdyby kogoś pokochał, jego karą byłoby patrzeć, jak jego ukochana starzeje się i umiera.
Kobieta była bardzo niegodziwa i starszego brata ukarała tak samo,
Oczywiście po upływie lat służby.”

Tę krótką książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza połowa opowiada o przygodzie Simony, natomiast druga rozpoczyna się w momencie śmierci kobiety. Rozpoczyna się nowa historia, której bohaterką jest jej córka. Tak jak w pierwszej części historii główną rolę odgrywała skrzynia, tak na kolejnych stronach główne skrzypce odgrywa tajemniczy kamień, który pojawił się pewnego dnia przy główce Ali. Zaniepokojona Simona wpierw go wyrzuciła, lecz kiedy kamień znowu się pojawiał, kobieta zdecydowała się go schować, aż do właściwego momentu.

Podczas tego w równoległym świecie Portnolów panuje epidemia choroby, która zbiera krwawe żniwo wśród mieszkańców. Jedyną nadzieją dla nich jest tajemniczy kamień Ali. W tym celu przez specjalny portal na Ziemię zostaje przeniesiony następca trony Portnolów – Mixan. Młody książę musi znaleźć nieznajomą, kamień, a czas ucieka.

„— Nigdy nie ocenia się ludzi,
jeśli nie znamy ani ich samych, ani ich problemów.”

Zarówno w pierwszej i drugiej części historii nie da się nie polubić bohaterów, a przynajmniej było to tak w moim przypadku. Autorka świetnie wykreowała zarówno Simonę, Alfeusza, Tomka, Alę oraz Mixana. Dzięki dojrzale przedstawionych Simonie oraz Ali doświadczamy jako czytelniczy problemów kobiet, które pozbywają się typowego dla ludzi egoizmu i stawiają dobro innych nad swoje. Obie, zarówno matka i córka stawiają wszystko ponad swoją wygodę.

„Dla niego jesteś nadzieją,
Dla mnie szansą na zdobycie tego, co mi się należy.”

Szczerze to sama nie wiem, co myśleć, o tej krótkiej opowieści. Z jednej strony bardzo mi się podobało. Czytając nie mogłam uwierzyć, że to tylko jest sto stron, bo tyle się tam dzieje! Po przeczytaniu byłam usatysfakcjonowana fabułą, autorka wszystko ładnie opisała i zręcznie zakończyła historię. Dzięki prostemu stylowi oraz niewielką ilością stron książkę dosłownie się połyka. Pomimo motywów fantastycznych autorka porusza poświęcenie, dążenie do celów, ochronę bliskich, walka o uczucie, a także trudność podczas wyborów. Myślę, że osoby młodsze, nastolatkowie mogą być zadowoleni po lekturze tej historii. Szczególnie polecam „Skrzynię z uśpionym przeznaczeniem” do przeczytanie przed snem, jest to krótka, ale bardzo interesująca pozycja.

„Niby szczere i prawdziwie kochamy raz, ale ile w tym prawdy?
Czasem możemy kochać kilka osób na nasz własny sposób.
Czas płynie szybko, rok za rokiem, miesiąc za miesiącem, tydzień za tygodnie,
aż zamkniemy oczy i nastanie czas tych, których zostawiamy.”

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Psychoskok <3

27.02.2019
Alpha

sobota, 23 lutego 2019

32# "W objęciach Wroga"



Tytuł: W objęciach wroga 
Autor: Adelina Tulińska 
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Ridero 
Liczba Stron: 216 
Opis:

Co może powstać z połączenia szczypty magii oraz jednego z najpiękniejszych romansów?
Błądzimy po świecie emocji niczym Romeo i Julia, lecz na pograniczu baśni i snu, gdzie wszystko jest możliwe. Dwa rywalizujące ze sobą rody w czasach pierwszych plemion na ziemiach polskich. Czy to spotkanie przeciwieństw — to próba charakterów? Czy uczucie wygra z lojalnością wobec krwi? Czy Lilu i Deron będą w stanie ocenić, kto jest ich prawdziwym wrogiem?


Recenzja:

Opowieść zaczyna się, kiedy plemię Lilu buduje mur wokół swojej osady, odgradzając się od sąsiadów. Małoletnia córka wodza łamie zakaz opuszczania ogrodzonej wioski i pewnego wieczoru wymyka się w stronę tajemniczych świateł i ogni. Odkrywa, że nad brzegiem jeziora żyje inne plemię. Jednocześnie poznaje pewnego chłopca, żyjącego we wrogim plemieniu. Po krótkiej wymianie zdań Lilu odchodzi, obiecując sobie, że już więcej nie zainteresuje ją temat ogników nad brzegiem. Długo nie wytrzymała, tęskniąc za światłem płomieni i szmaragdowych oczach chłopca. Niestety ich krótką znajomość przerwała katastrofa, w której spłonęła wioska nad jeziorem, a ślad po chłopcu zaginął. 

„— A co będę z tego miał? — zapytał.
Księżniczka uchyliła powieki i popatrzyła na niego tymi niemożliwie niebieskimi oczami.
— A czego byś ode mnie chciał, Deronie? — Uśmiechnęła się przewrotnie.”

Po dwunastu latach mur plemienia Vattów został przebudowany, tereny rozrosły się, tak samo jak wpływy. Zaczęto nazywać ziemie królestwem. Księżniczka Lilu przygotowuje się do poznania kandydata na męża. Jednak jak się okazuje nie jest to przystojny książę na białym rumaku, a o wiele starszy od niej król Osady za Górą. Jeden ruch dziewczyny może doprowadzić do sojuszu lub do wojny.

Lilu podczas spotkania ukazuje swoją empatię dla głodujących poddanych króla Osady za Górą, lecz także, w moim mniemaniu, zuchwałością i w pewnym sensie lekkomyślnością, która sprowadzi na jej lud nieszczęście.

Małżeństwo stanęło pod znakiem zapytania, a młoda księżniczka wyruszyła w drogę powrotną do domu. Jednak podczas tego zostają zaatakowani przez ogromne wilki, na które moc ludu Vattów nie działa. Wszyscy zostają zabici prócz Lilu, która dzięki wielkiemu zrządzeniu losu (lub też nie), zostaje uratowana przez tajemniczego włóczęgę. Po całym zamieszaniu Lilu wraca do domu wprowadzając nieznajomego do grodu oraz swojego serca.

„— To inne plemię. Nie są do nas przyjaźnie nastawieni… Unikamy tego miejsca jak ognia, a oni unikają nas. I niech tak zostanie. Pod żadnym pozorem nie wolno ci się do nich zbliżać. Gdybyś kiedyś zabłądziła w lesie i spotkała któregoś z nich, uciekaj, ile sił w nogach. Zrozumiano?” 

Podczas czytania najbardziej da się zauważyć dwie postacie wykreowane przez autorkę: Lilu oraz Derona.

Główną bohaterką, którą poznajemy już na samym początku historii jest córka wodza Liliana, lecz wszyscy mieszkańcy wioski wołają na nią Lilu. Mała już od początku uświadamia czytelnika, że ma charakterek i zawsze stawia na swoim. To się nie zmienia z czasem, kiedy główna bohaterka dorasta. Jako młoda kobieta nadal charakteryzuje się cechami z dzieciństwa.
Szczerze powiedziawszy nie obdarzyłam Lilu jakimiś głębszymi emocjami. Ot była i czytało mi się przyjemnie, nie wzbudzała we mnie irytacji, ani sympatii.

Co się tyczy Derona, nazywanego inaczej Szkarałtnym Demonem, to można powiedzieć, że zaintrygował mnie. Nawet jeśli dopuścił się tego, czego się dopuścił pod koniec, ale to jest w pełni zrozumiałe z jego punktu widzenia.

MAŁY SPOJLER

Derona poznajemy również na początku historii, chociaż nie jest to wprost powiedziane. Dowiadujemy się tego znacznie później, chociaż nie ukrywam, że już na początku zaczęłam się tego domyślać.

Interesująca jest relacja, jaka nawiązuje się między dwojgiem bohaterów. Z jednej strony widomo, że podąża to w jednym kierunku, lecz drugiej, biorąc pod uwagę podejrzenia dotyczące pochodzenia Derona, które są słuszne, czytelnik wie, że ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania.

Oboje czerpią przyjemność ze swojego towarzystwa, a także z droczenia się między sobą. Wszystko pryska niczym piękny sen, kiedy dochodzi do poważniejszych rozmów.

„Kary koń przeskoczył przez wielki przewrócony konar i wylądował miękko na ścieżce. Po chwili rumak mężczyzny zrobił to samo, jeździec się z nią zrównał, odrywając ręce do góry i śmiejąc się głośno. 
— Umiesz tak? 
— Walery… Nie popisuj się! — Lilu zganiła przyjaciela z uśmiechem na twarzy.”

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to język historii. Biorąc pod uwagę wskazówkę od autorki, można mniej więcej określić czasy, w jakich toczy się akcja. Ja określiłam to na wczesne średniowiecze. Do czego zmierzam: Język historii.

Pogrążona w przyjemnej lekturze nagle napotykam się na zwrot: „przybysz z kosmosu”. Niektórzy powiedzą, że to nie jest błąd. Dla mnie jednak interesującej się trochę historią jest to niedopatrzenie. Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniem. Dawni Słowianie, a może lepiej powiedzieć ludzie, którzy żyli w plemionach, nie znali takiego określenia kosmos, czy kosmita. Są to stwierdzenia względnie nowoczesne. Człowiek żyjący około X wieku, prędzej przypisałby kosmicie miano bóstwa i zaczął się modlić do niego. Dlatego tego typu wypowiedź popsuła mi trochę klimat historii.

To samo tyczyło się szyby, która pojawiła się w powozie.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby autorka poprowadziłaby fabułę w swoim wymyślonym świecie, jednak, kiedy mamy wskazany świat realny, wtedy już to trochę razi.

„Brak odpowiedzi to też jest jakaś odpowiedź.”

Pomijając powyższy minus, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że spędziłam z „W objęciach wroga” przyjemny wieczór. Nawet nie wiedziałam, kiedy przeczytałam całość, a po takim zakończeniu czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością, a dla wszystkich fanów fantastyki i romansu serdecznie polecam, na pewno spędzicie przy tej książce przyjemny czas.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce Adelinie Tulińskiej <3

23.02.2019
Alpha 

41# "Z Bogiem na Ty"

Tytuł: Z Bogiem na Ty Autor: Michał Sobczak Rok wydania: 2019 Wydawnictwo: Novae Res Liczba Stron: 180 Opis: Wszystko, co cię ot...