poniedziałek, 7 stycznia 2019

24# "Tylko Żywi Mogą Umrzeć"


Tytuł: Tylko Żywi Mogą Umrzeć 
Autor: D.B.Foryś 
Rok wydania: 2018 
Wydawnictwo: e-bookowo 
Liczba Stron: 400 

Opis: 

Mam na imię Tessa i, odkąd pamiętam, prowadzę podwójne życie. Jestem barmanką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów.
Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, ponieważ jest ekscytujące i bezpieczne, pieniądze też nie grały tutaj żadnej roli, nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad nimi niespotykaną przewagę: w połowie jestem jedną z nich...

Recenzja:

„Usłyszałam przeszywający chrzęst łamanych kości. Całe pomieszczenie wypełnił mój rozpaczliwy jęk, kiedy obserwowałam, jak mężczyzna bezwładnie opadał na ziemię. Oczy traciły swój dawny blask. Stawały się puste i matowe. Martwe.” 

Codzienną rutynę Tessy Brown przerywa wiadomość od przyjaciela o skradzionym krucyfiksie. Dziewczyna podejmuje trop i rozpoczyna śledztwo, jednak nie spodziewa się, że sprawa jest o wiele poważniejsza niż przypuszcza. Zdawałoby się, że to zwykła kradzież, jednak chodzą słuchy w świecie demonów, że już niedługo coś się wydarzy.

W tym samym czasie w życiu Tessy pojawia się tajemniczy Kilian, który zdaje się być o wiele bardziej obeznany w temacie niż ona. Rozpoczynają współpracę jedynie po to żeby sobie nie wchodzić w drogę. Podczas ich krótkiej, ale prężnie rozwijającej się znajomości Tess dowiaduje się, że jej nowy kolega nie tyle jest demonem, co jest kluczem do całej historii.

Jednak czy Tess ze zorganizowaną przez nią ekipą zdoła zapobiec apokalipsie, czy wręcz przeciwnie pomogą ją rozkręcić?

Cała historia opiera się na dobrze znanym nam schemacie walki dobra ze złem. Bohaterowie w celu uratowania świata przed demonicznymi siłami szukają artefaktów, aby antagonista nie dostał go pierwszy. Tak samo jak relacje między bohaterami nie są nam obce – przyjaźnie, romanse, intrygi, zdrady. Sam charakter postaci powoduje, że zatracamy się z każdą kolejną przewróconą stroną i to jest to właśnie, bo gdy tylko pojawiał się na stronach Kilian czy Gabe to nie mogłam oderwać się od tego. Pragnęłam więcej i więcej.

To co bardzo mi się podobało, to fakt, że postacie nie są pod kloszem. D.B. Foryś nie cacka się z nimi. Sama Tessa, kiedy walnęła gafę, musiała mierzyć się z konsekwencjami swojego zachowania. To właśnie zaliczyłam na plus, że nie było to zamiecione pod dywan lub nie przeminęło z wiatrem.

Prócz tego, co może wydać się dziwne, to brakuje tutaj równowagi. Są demony, ba jest nawet Władca Piekieł, ale nie ma Aniołów czy nawet nie pojawia się Bóg. Nie ma! To nie jest ta historia, gdzie bohaterom wali się wszystko i zjawia się nagle wybawienie w postaci Archanioła. Tutaj tego nie ma i to też może budzić pewien niepokój o losy naszych ulubionych bohaterów, bo są zdani tylko na siebie, co jednocześnie nadaje im nieco realizmu, bo nam też nie pomoże wróżka zębuszka czy wyskakujący z magicznej lampy dżin.

Prócz tego autorka sprytnie przemyca ważne informacje w tekście, które składają się w całość dopiero wtedy gdy mają. Czytelnik zazwyczaj pomija je, machając na nie ręką i czyta dalej, żeby na końcu otrzymać kubeł zimnej wody.

„– Jestem Mrocznym Żniwiarzem – zakomunikowałam z triumfalną miną. 

– Wiem, kim jesteś, wywłoko! – zaryczała. – Mamy już przyszykowane dla ciebie specjalne miejsce w Piekle!” 

Do głównej bohaterki nie zapałałam ani miłością, ani nienawiścią. Z jej perspektywy czytało się przyjemnie, a to już coś, bo zdarza się, że książka ma bardzo dobrą fabułę, ale przez główną bohaterkę męczy się czytelnik. W przypadku „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” i Tess nie miałam tego problemy. Bardziej śmieszyły mnie sytuacje, kiedy Kilian podpuszczał łowczynię, a ona fukała na niego. Prócz tego zastanawiałam się, czy nie powinna pić trochę więcej ziół na uspokojenie, bo nie tyle że nie radzi sonie z zaufaniem to jeszcze jest agresywna, ale… to może działanie tej demonicznej połówki 😊.

Tess za dnia jest barmanką, a w nocy poluje na demony. Dziewczyna ma trochę ułatwione zadanie, w przeciwieństwie do zwykłych egzorcystów, gdyż jest w połowie demonem i wyczuwa ich, kiedy pojawią się w pobliżu.

„– Dostaniesz cukrzycy, słowo daję – syknęłam, kiedy sięgnął po kolejną paczkę. Zaszeleści nią natrętnie, byleby zrobić mi na złość. 

– Hmm? – wymamrotał z pełnymi ustami, 

wyciągając w moją stronę opakowanie ciasteczek. 

– Nie, dziękuję.” 

Jedną z moich dwóch ulubionych postaci jest demon Kilian. Dlaczego? Bo jest słodki tak samo jak ciasteczka, które uwielbia! Czytając dowiadujemy się, że urodził się w drugiej połowie czwartego wieku na terenach ówczesnego starożytnego Egiptu w ubogiej rodzinie, która zajmowała się uprawą roślin. Demon opowiadał o tym, jak w oczy zajrzało im widmo głodu przez chorobę rodziców. Niespodziewanie rozwiązanie spadło jak grom z jasnego nieba lub może trafniejsze określenie byłoby, że wypełzło z czeluści piekieł. Wtedy jeszcze młody Kilian postanowił zgodzić się na oferowane warunki przez nieznajomego. Z myślą o rodzicach zawarł pakt z demonem. Dopiero po latach odkrył, że dzięki swojemu uczynkowi stał się kluczem do zamknięcia lub otwarcia Bram Piekieł. 

Wspominałam o dwóch ulubionych postaciach, tak więc drugą z nich jest przybrany ojciec Tessy i jej bardzo dobry przyjaciel ksiądz Gabriel. Przybliżając nieco tę postać, to Gabe jest proboszczem kościoła oraz światowej sławy egzorcystą. Za co go pokochałam? A już Wam cytuję fragmenty: 

„ – Jasna cholera. 
– Gabe, język! – upomniałam go. 
– Oj tam… – Machnął ręką. – Wyspowiadam się z tego później.” 

oraz:

„– (…) Teraz coś zjedz, jesteś za chuda. 
– Jestem w sam raz – odparłam stanowczo i poklepałam go po brzuchu. – Gdybym wyhodowała coś takiego, nigdy nie dogoniłabym żadnego potwora. 
– To? – zapytał, masując się po kałdunie. – To jest, moja droga, oznaka dobrobytu, a dodatkowo nadaje się idealnie jako półeczka na mydło podczas kąpieli.” 

Co tu dużo mówić? Gabriel jest jedyny i nie powtarzalny! 😉 

„Obdarzyłam ją wymuszonym uśmiechem. Gdyby tydzień temu ktoś mi napomknął, że będę walczyć z duchami u swojego boku, zostawiłabym jego twarz w spokoju. Pozbawiłabym go całej głowy!” 

Cały świat oraz cel walki z demonami autorka przedstawia nam z perspektywy głównej bohaterki w narracji pierwszoosobowej. Już od pierwszych stron autorka rusza z akcją z kopyta, nie karze czekać czytelnikowi, tylko od razu wrzuca nas w wir wydarzeń. Jeśli natomiast chodzi o właściwe wydarzenia, to dowiadujemy się z czasem co z czym się je. Czytając pierwszy tom cyklu „Tessa Brown” nie mogłam się odpędzić od wrażenia, że w jakimś stopniu przypomina to serię o Robercie Langdonie, tylko że w przypadku „TŻMU” jest wątek fantastyczny z domieszką romansu. 

Z tą historią spotkałam się pierwszy raz, bodajże z dwa lata temu, na Wattpadzie i porównując to co kiedyś przeczytałam, a to co dane było mi dotknąć i przeczytać na papierze, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że widać ogromny postęp! Kończąc już uważam, że debiut D.B.Foryś jest naprawdę udany i pozostaje tylko wypatrywać kolejnych tomów! Natomiast smakoszy lubujących się w urban fantasy polecam zapoznać się z tą pozycją 😊 . 

Za egzemplarz oraz imienną dedykację dziękuję autorce D.B. Foryś <3

Alpha
07.01.2019

niedziela, 30 grudnia 2018

Zapowiedź - "GORDIAN"


Jeszcze stary rok się nie skończył, a ja już przychodzę do Was z gorącą zapowiedzią! 16 stycznia swoją premierę będzie miał "Gordian" Melissy Darwood!

Jak możecie pamiętać od autorki na blogu pojawił się już "TRYJON", a teraz dzięki uprzejmości WYDAWNICTWU NIEZWYKŁE będę mogła zrecenzować dla Was tę nadchodzącą bombę!



O czym będzie książka? 

Pikantna. Mroczna. Mocno erotyczna powieść.

Gordian zawsze stawia na swoim. Jest trenerem sztuk walki, studentem inżynierii, mężczyzną, któremu nie oprze się żadna dziewczyna. Z wyjątkiem nowo poznanej, przybranej siostry – Kiry, której zdobycie stanowi dla niego nie lada wyzwanie.

Gordian skrywa mroczne tajemnice. Zbrodnia, której się dopuścił trawi go od środka. Seks wydaje się być najlepszym sposobem na rozładowanie buzujących w nim emocji, lecz czy wystarczającym? Czy każdy grzech można odkupić? Czy rany z przeszłości mogą się zabliźnić na dobre? Czy dwoje poranionych przez życie ludzi powinno być razem?


MELISSA DARWOOD

Pisarka powieści dla kobiet i młodzieży, tworząca pod pseudonimem. Pochodzi z niewielkiej leśnej miejscowości w środkowej Polsce. Jej książki cechują lekki styl, charakterni bohaterowie, nieprzewidywalność fabuły i romantyczność. Autorka debiutowała w 2013 roku bestsellerową powieścią z gatunku young-adult „Larista”. Pozostałe wydane książki autorki to „Pryncypium”, „Luonto”, „Tryjon” i „Guerra”. Powieść „Gordian - grzech” jest pierwszym tomem serii erotycznej, jaki wyszedł spod pióra pisarki. Strona internetowa Melissy: www.melissadarwood.com  

Kto już doczekać się nie może? 
Ja strasznie!

Alpha
30.12.2018

czwartek, 27 grudnia 2018

23# "Pachnący Naftaliną"


Tytuł: Pachnący Naftaliną
Autor: Oliwia Stępień 
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 280 

Opis:

Zemsta się nie przedawnia.

Kiedy Alicja ucieka sprzed ołtarza w przeddzień ślubu, nie wie jeszcze, że tak naprawdę nie da się uciec zbyt daleko. Szczególnie jeśli po drodze skręci się kilka razy w niewłaściwą stronę... Kobieta wpada w sidła Adama, tyrana ukrywającego się pod maską porządnego człowieka i cenionego kardiologa. Upokarzana i zaszczuta, pewnego dnia decyduje się wymierzyć sprawiedliwość swojemu dręczycielowi i rozpoczyna nowe życie. Ale kiedy wydaje się, że w końcu znalazła upragniony spokój, ktoś postanawia ją rozliczyć z przeszłości...

Recenzja:

Decyzje i konsekwencje. Coś co niektórym jest bliskie, a innym dalekie. Zbyt chaotyczne podejmowanie decyzji i machanie na to ręką. Myślenie: „Jakoś to będzie” lub słynne „oj tam, oj tam”. Jednak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie tylko za siebie jesteśmy odpowiedzialni. Nasze czyny mogą nie tylko nas zranić, narazić na niebezpieczeństwo.

Dzisiaj zamierzam Wam przybliżyć książkę, którą naprawdę warto przeczytać, która pokazuje, jak łatwo i jak szybko możemy zniszczyć swoje życie oraz osób, które są dla nas ważne. Zapraszam Was na recenzję „Pachnącego Naftaliną” Oliwii Stępień.

„Może i była to miłość toksyczna i niepoprawna,
ale i zdolna do poświęceń.”

Główną bohaterkę poznajemy już na pierwszych stronach powieści, gdzie szykuje się do swojego ślubu. Wstęp jak z bajki. Uroczy. Oczywiście do momentu, kiedy kobieta odkrywa, że jej narzeczony zdradza ją i to w noc przed ceremoniom. Powiecie, że to nic niezwykłego. Jednak Karol – wybranek głównej bohaterki, nie zdradzał jej z kobietą, a mężczyzną. Można rzec: „Cios poniżej pasa.”

Dziewczyna ucieka sprzed ołtarza, zrywając wszelkie kontakty z rodziną oraz z niedoszłym mężem.

Wpada z deszczu pod rynnę. Pod skrzydła przygarnia ją wilk w owczej skórze. Ceniony kardiolog przyjmuję ją jako gospodynię w jego domu, a przynajmniej tak jest nazywana oficjalnie. Oczywiście, jak to leży w ludzkiej naturze rozchodzi się plotka, że Alicja nie tylko zajmuje się sprzątaniem. Plotki są prawdą. W pewnym sensie można powiedzieć, że para darzy się jakimś uczuciem, ale żebym nazwała to miłością, to w tym momencie mocno przesadziłabym.

Śledząc historię Alicji, dowiadujemy się, że pomiędzy ucieczką, a przyjęciem przez Adama – kardiologa, kobieta dorobiła się brzydkiej blizny na twarzy oraz bolesnych wspomnień. Co się wydarzyło podczas ucieczki dziewczyny? Tego dowiemy się z czasem.

Bajka z cudownym księciem zaczyna się sypać w momencie, kiedy Alicja spodziewa się ich dziecka. Adam staje się jeszcze bardziej zazdrosny i zaborczy niż był dotychczas. W tym czasie umiera mama Alicji. Kobieta odchodzi nie pogodziwszy się z córką, pomimo tego dziewczyna jedzenie na pogrzeb i spotyka swojego dawnego narzeczonego i od tego momentu zaczynają się kłopoty.

Karol odwozi Alicję do domu, co zostaje zauważone przez Adama. Lekarz wpada w furię i doprowadza do poronienia dziecka, a także do decyzji Alicji o opuszczeniu Adama. Zrozpaczona dziewczyna postanawia rozpocząć nowe życie i dzięki pomocy życzliwych osób udaje się jej stanąć na nogi. Jednak nie spodziewa się tego, że dotychczasowe wydarzenia były jedynie rozgrzewką losu. Najgorsze miało dopiero nadejść z anonimowymi pogróżkami.

„Zaczynam nowe życie.
Powtórnie.
Przeszłość jest jak tatuaż, zostaje z człowiekiem na zawsze.
Blizny i tatuaże.
Należy czekać na odpowiednią chwilę,
na chwilę, kiedy szafa naszych wspomnień
zaczyna pachnieć naftaliną.”

Postać Alicji denerwowała mnie. Podczas czytania wiele razy klepałam się w głowę na decyzje dziewczyny, szczególnie już pod koniec książki. Nawet sam fakt, kiedy dziewczyna zaczęła dostawać anonimowe listy z groźbami, zamiatała sprawę pod dywan, zamiast pójść na policję. Jednak zamierzała to przeczekać, ale kiedy osobiście zauważyłabym, że ktoś grzebał mi w szafie, kiedy mnie nie było w domu i do tego mieszkałabym sama, to niczym struś pędziwiatr pobiegłabym na komisariat.

Po skończeniu książki nie było mi jej żal. W ogóle.

Żal było mi natomiast Jana. Od samego początku, kiedy tylko zaczął umawiać się z Alicją. Wpierw żałowałam go ze względu na charakter Alicji. Ja rozumiem, że każda kobieta chce wyglądać ładnie i być szczupłą, ale przyznawać się do tego, że lubi bulimię? Tego nie mogłam przyjąć przez całą lekturę. Wracając. Jan wydawał się spełnieniem marzeń każdej kobiety i to już wydało mi się podejrzane, jednak i tak go polubiłam. Dalej tej postaci nie będę opisywać, bo za dużo zdradzę, a jak chcecie go poznać, to musicie sięgnąć po książkę. Powiem jeszcze tylko, że potem było mi go bardzo szkoda z innego powodu i szczerze nie dziwiłam się, że postąpił tak, jak postąpił.

Cudowny lekarz, kardiolog, lecz fatalny ojciec i mężczyzna. Adam, który od Alicji jest o wiele starszy, gdyż ma na karku już pięćdziesiąt jeden lat i syna w podobnym wieku co Alicja. Jego hobby to polowanie.

Główna bohaterka była ostrzegana przed kardiologiem nawet przez jego własnego syna. Wiktor ostrzegał ją wiele razy i proponował, żeby odeszła widząc ślady i sińce, jakie jego ojciec pozostawiał na ciele Alicji.

Jako czytelnik jakoś nie przywiązałam się mocno do tej postaci. Nie polubiłam go, ani nie znielubiłam. Tak naprawdę był mi obojętny,

Jednak bardzo polubiłam Karola. Po prologu miałam do niego mieszane uczucia, jednak im dalej w las, im więcej wspomnień było przedstawianych z nim w roli głównej, tym coraz bardziej lubiłam tę postać. Po decyzji Alicji w trakcie czytania miałam ochotę dosłownie rzucić książką, bo było widać, że chłopak naprawdę się zmienił i może ja jestem naiwna i głupia, ale osobiście dałabym mu jeszcze jedną szansę.

„Nie ma nic gorszego, jak zostać samym 
z własnymi lękami,
samotnie stawać twarzą w twarz z najcięższymi spośród
wszystkich poważnych wyrzutów sumienia.”

Sięgając po tę książkę spodziewałam się zupełnie czegoś innego. W żadnym wypadku nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie byłam zaskoczona pozytywnie. Spodziewałam się schematycznej powieści, o silnej kobiecie, która mści się za swoje krzywdy na brutalnym mężczyźnie. Tutaj dostałam zupełnie co innego. Gdyby nie fakt, że rano musiałam wstawać na ćwiczenia, to z wielką przyjemnością zarwałabym noc dla tej książki.

Przez strony dosłownie się płynęło, poznając historię Alicji oraz konsekwencje jej jednej decyzji. „Pachnący naftaliną” to świetnie napisana powieści, która idealnie pokazuje, jak błędy z przeszłości mogą się za nami ciągnąć i ciągnąć, a także jak nasze decyzje mogą zniszczyć życie nie tylko nam, ale i osobom, które nas otaczają.

Co prawda końcówki już w pewnym momencie się domyśliłam, jednak nie zbytnio mi to nie odebrało przyjemności w czytaniu tej pozycji.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



Alpha
27.12.2018

poniedziałek, 10 grudnia 2018

22# "Kłamca 2.5"



Tytuł: Kłamca 2.5 Machinomachia 
Autor: Jakub Ćwiek 
Rok wydania: 14 litopada 2018 
Wydawnictwo: SQN 
Liczba Stron: 204 

Opis:

"Loki wykorzystywany przez anioły do prostych, nieangażujących go zadań za marną wypłatę nareszcie ma okazję rozwinąć skrzydła. Co się jednak wydarzy, gdy naprzeciw Kłamcy stanie bóg, który jak nikt wcześniej wie, jak wykorzystać… technikę przyszłości? I to w skali makro!

Tych kilka absolutnie wciągających opowiastek o Lokim znakomicie uzupełnia luki w jego dotychczasowej historii.

Dowiedz się, co robił Kłamca, gdy byłeś przekonany, że odpoczywał na plaży z drinkiem."

Recenzja:

Dzisiaj porozmawiamy o kolejnej części wznawianego przez wydawnictwo SQN cyklu „Cyngla Niebios” autorstwa Jakuba Ćwieka. Jest to kolejny zbór opowiadań, który wyszedł pod tytułem „Kłamca 2.5 Machinomachia”. Jak wskazuje nazwa akcja dzieje się pomiędzy drugim a trzecim tomem, choć można ją przeczytać zarówno po zakończeniu cyklu, gdyż nie jest ciągiem dalszym fabuły. Zresztą jak na razie nie mieliśmy do czynienia z ciągłością, gdyż jak wiadomo dwa poprzednie tomy były również zbiorem opowiadań.

W tym krótkim zbiorze, który ma tylko dwieście stron znajdziemy cztery opowiadania oraz powrót sławnej gry Kłamcianki. Co prawda sam autor jak i wydawnictwo sugeruje, że jest to pewien smaczek dla takich, jak ja pechowców, którzy nie załapali się na pierwszą wersję gry i pełni ona pewien rodzaj smaczku, gdyż nie oszukujmy się, ale papierowe karty ze stron książki mogą się nam szybko pognieść, zgubić no i nie wygodnie będzie się nimi grało. Mi osobiście pasuje takie rozwiązanie, gdyż bardziej chciałam zobaczyć na czym polegała ta gra, jednak osoby, które pragnęły w nią zagrać mogą poczuć się trochę zawiedzione.

Tak się mówiło?
Kręćka?
Kojot czasem nie był pewien,
co w języku białych ma znaczenie,
a co jest debilnym słowem ułożonym na poczekaniu z lenistwa.”



Przejdźmy zatem do tego co najważniejsze, czyli treści. Tym razem autor serwuje nam cztery opowiadania.

Pierwsze z nich to „ HANDLARZ SNÓW”. W tym bardzo krótkim opowiadaniu mamy szybką akcję rozgrywającą się w hotelu.

Pierwszy bohater, z którym mamy do czynienia okazuje się być Kojotem, dawnym duchem, w którego wierzyli Indianie. Autor od pierwszej chwili przedstawia go jako typowego cwaniaczka, od którego aż czuć pewność siebie. Wykazuje nawet chęć bezinteresownej, ale tylko na pierwszy rzut oka, pomocy. Zagaduje do mężczyzny, który nie potrafi poradzić sobie z hotelowym kluczem magnetycznym, a przy okazji odnajduje w telefonie mężczyzny numer do żony. Po czym rozchodzą się.

Obaj udają się w swoje strony. Kojot spotyka się ze swoim wyznawcą, lecz nim przejdą do rzeczy, dawny bożek wykonuje telefon i usłużnie donosi żonie mężczyzny, gdzie jej wybranek aktualnie się znajduje. Kojot jeszcze nie ma pojęcia, że wpadł w pułapkę boga kłamstw.

Drugi z bohaterów to jak już wspomniałam wyznawca Kojota, który pełni rolę szamana. Dominic Verenton lub Idący-W-Cieniu poprosił swojego boga o pomoc. Jego marzeniem była autonomia Indian w Stanach. W darze od Kojota miał otrzymać Łapacze Snów, które były rozwiązaniem problemów, lecz w tym momencie pojawił się Loki wraz z aniołami i pokrzyżował wszelkie plany.

Rozpierała go duma.
Nie z powodu samego podrywu, choć ten udał się koncertowo,
a ta iluzja?
Wizja, dźwięki, zapachy, ogarnianie czterech widmowych postaci przy stoliku
i jednej na pierwszym planie.
Do tego interakcja i niezbędne do tego odgrywanie…
Tak, Kłamca mógł być dumny z tego,
jak właśnie elegancko i sprytnie spławił sam siebie,
odbijając sobie dziewczynę.
To był majstersztyk!”

Następne opowiadanie jest idealne na walentynki, szczególnie dla Singli. Dlaczego? A no dlatego, że mamy tu do czynienia z nieszczęśliwie zakochanym aniołem. I nawet jak czytałam to za pierwszym razem, to skojarzyło mi się to z „Miastem Aniołów”, o którym nawet sam autor wspomina. Tylko tyle, że te dwie historie mają wspólny wątek zakochanego anioła w śmiertelniczce, a kończą się zupełnie inaczej.

Zwyczajny wieczór. Loki zamierza spędzić go w klubie, ewentualnie poznać jakąś damę. Po wybraniu odpowiedniego celu zaczyna grę, oczywiście zwycięską. Niestety wszelkie plany nordyckiego Asa niweczy pewien ogromny anioł, który nota bene uważany jest za zaginionego lub zmarłego.

Loki ląduje w szpitalu zbity na kwaśne jabłko przez chorobliwie zazdrosnego anioła i tak zostaje tytułowym Swatem. Jednak jeśli chcecie posłuchać mojej rady, to jeśli kiedyś go spotkacie, to nie zgadzajcie się na to, domyślcie się jak skończyła się ta przygoda…

Powyższe dwa opowiadania, które opisałam są wprowadzeniem do tytułowego opowiadania „Machinomachia”, w której akcja nie zwalnia nawet na sekundę!

„Cały ten wieczór wcale nie był towarzyskim wydarzeniem,
ma które udało się jej wreszcie wyciągnąć swojego nietypowego chłopaka.
Był przykrywką dla kolejnej nadprzyrodzonej sprawy
lub złożonego przekrętu.
Innymi słowy: Kłamca był w pracy.”



Olimpia. Grecja. Rok 426.

Skoro trafiamy di Grecji, to oczywiście stykamy się z greckimi bogami, a także sławnym posągiem Zeusa.

Wszystko zaczyna się od pracy Hefajstosa i Fidiasza nad posągiem najwyższego boga w panteonie. Jednak nie był to zwyczajna rzeźba. Boski kowal stworzył ogromnego robota! Tak robota! I tym pomysłem Ćwiek zdobył moje serduszko w tej części. Absolutnie fantastyczny pomysł i szczerze powiem, że od jakiegoś czasu zastanawiam się czy w starożytności nie było wyższej technologii… ale to nie o tym mieliśmy dzisiaj mówić.

Przenosimy się do dzisiejszych czasów, gdzie Loki wraz ze swoją dziewczyną Jenny wkręca się na wystawę i aukcję pod naswą „Bogowie pośród ludzi”. Ciekawa nazwa, co nie? Właśnie na niej są licytowane starożytne artefakty związane ze zdegradowanymi bóstwami. Oczywiście, jak można było się spodziewać, licytacja zostaje przerwana. Na salę wtargnęły roboty ninja, które ukradły artefakt: „Tarcze Argonautów”.

Tak o to wygląda wstęp do akcji z rodem z filmu „Godzilla”, a przynajmniej tak mi się skojarzyło. Natomiast sam moment aukcji od razu przypomniał mi scenę z filmu „Hellboy 2 Złota Armia”. Szczerze nie mam pewności czy autor miał taki zamysł, aby nawiązywać do tych filmów, jednak znając zamiłowanie Kuby do popkultury, to mocno obstawiam, że mógł mieć to na celu.

Po wielkiej maszynie Hefajstosa, która przypominała Zeusa, aniołów walczących z robotami Ninja i Lokiego ze spółką emocje opadają i zostaje nam ostatnie opowiadanie „Jestem Mike”.

„ – Za długo siedzę w tej skórze – powiedział do siebie. – Ale, cholera,
robię to po to, by wykazać, że…
– … czasem decyzje Pana są błędne? – Archanioł przyjrzał mu się badawczo.”

Mike zostaje przyprowadzony przez swojego kumpla – Carla, na spotkanie byłych bogów, które od razu kojarzy się z AA. Każdy z członków podejmuje się zabranie głosu i zaczyna swoje wystąpienie od „Cześć, jestem (tu wstaw imię). Jestem upadłym bogiem i nie używałem mocy od (wstawić określoną ramę czasową). Następnie rozwija temat, jak to bardzo kusi użycie umiejętności lub mówi o czymś innym.

Nikt oczywiście z zebranych nie przypuszcza, że Mike to tak naprawdę Archanioł Gabriel, a Carl to Loki. Autor opisuje kolejne spotkania, a czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, że zbliża się do końca tego króciutkiej części. Ostatnia opowieść nie wpływa jakoś na emocje, w końcu to Ćwiek zafundował nam w „Machinomachii”. „Jestem Mike” jest domknięciem tej części i przyjemnym opowiadaniem kończącym „Kłamcę 2.5.”

Pamiętam doskonale, jak czytałam Kłamcę za pierwszym razem i każde kolejne opowiadanie zaczynało się nietypowo, przez co cały czas wyczekiwałam pojawienia się Lokiego. Zastanawiałam się, co dawny bóg zaraz wywinie i w jakiej postaci pojawi się tym razem. Teraz bardzo przyjemnie było wrócić do tych historii i pozostaje mi czekać na moją ulubioną część „ Papieża Sztuk”.

W tym wydaniu wraca również Kłamcianka, gra towarzyska. Po wszystkich opowiadaniach znajdziecie instrukcję i opis całej gry oraz karty do wycięcia. Dla mnie to trochę byłoby bolesne wyciąć coś z tej książki, dlatego, ja traktuję ten dodatek jako smaczek, a niekoniecznie karty do gry.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Wydawnictwu SQN.

10.12.2018
Alpha


piątek, 23 listopada 2018

21# "Szmaragdowy Wąż"


Tytuł: Szmaragdowy Wąż 
Autor: Martyna Dziugieł 
Rok wydania: 12 czerwca 2018 
Wydawnictwo: Imagination Corner 
Liczba Stron: 208

Opis:

Szmaragdowy Wąż to historia jedenastoletniej Amandy, która najpierw w wypadku traci najlepszą przyjaciółkę, później rozstanie rodziców zmusza ją do przeprowadzki. Miasteczko, do którego się przenosi się wraz z matką, mieści się nad dużym jeziorem, pośród lasu. Tam dziewczyna zaczyna powoli odkrywać długo skrywane sekrety rodziny. Aby uratować najbliższych musi pokonać czającego się w okolicy upiora i jednocześnie uratować tytułowego Szmaragdowego Węża. Aby osiągnąć cel stawia czoło własnym lękom i uczy się czym jest prawdziwa przyjaźń i rodzicielska miłość.

Recenzja:

„Strach jest normalnym elementem życia.
Ale nie powinien on być przeszkodą, ale popychać do przodu.
Powinien mobilizować do podejmowania walki z samym sobą.”

W Wigilię Bożego Narodzenia główna bohaterka, której na imię Amanda, traci w wypadku najlepszą przyjaciółkę, którą była jej kuzynka. Tego samego wieczora dziewczyna traci przytomność i widzi zmarłą dziewczynę. Przyjaciółka jest w towarzystwie dwóch obcych osób, które po chwili podają się za ojca oraz siostrę Amandy. Dziewczyna nie może uwierzyć, że rozmawia z duchami oraz, że eteryczne istnienia podają się za dawno zmarłych członków rodziny, których nie pamięta. W końcu Amanda ma mamę oraz tatę, tym bardziej nie wierzy w zapewnienia zjaw.

Jednak gdy odzyskuje przytomność i przy najbliżej nadającym się momencie pyta oto rodziców wychodzi na to, że duchy mówiły prawdę. Amand przyjmuję to do wiadomości i nie zmienia podejścia do ojczyma, cały czas uważa go za ojca i bardzo go kocha. Dziewczyna jednak nie zdaje sobie sprawy, że w Wigilię rozpoczęła się jej przygoda.

Po paru latach wraz z matką przeprowadzają się do domku przy jeziorze. Pretekstem jest tymczasowe rozstanie się rodziców w celu ułożenia sobie niektórych spraw. Amanda nadal, pomimo upływu czasu, rozpacza po utracie jedynej przyjaciółki. Od tamtej chwili nie dopuściła do siebie, żadnej dziewczyny, ani chłopaka, aż do momentu przeprowadzki nad jezioro.

I….

Tu rozpoczyna się akcja, której nie zdradzę Wam, tylko zachęcę do czytania pytaniem: Co byście zrobili, kiedy okazałoby się za drzwiami Waszego pokoju uwięziony jest duch pragnący zniszczyć Księżycową Krainę? Jak zareagowalibyście na spotkanie z magiczną istotą, jaką jest potężny Szmaragdowy Wąż?

Stanęli byście do walki ze swoimi lękami, duchami, rodziną a nawet nowo pozyskanymi przyjaciółmi?

„Czasami każdy potrzebuje zamknąć się w swoim pokoju i się wypłakać. Nikt nie jest z żelaza. Jednak zawsze należy się podnosić i iść dalej. Żyć dalej. I być szczęśliwym.”

Szczerze powiem, że kiedy przyszła książka to byłam zrozpaczona. Dlaczego? Ponieważ miałam na głowie trzy recenzenckie historie oraz dwa booktoury, w tym właśnie „Szmaragdowy Wąż”. Pomimo tego nawału spięłam się i przeczytałam wszystko na czas, a sama historia Maryny bardzo przypadła mi do gustu. Już po paru stronach książka zaczęła przypominać mi historię, które tata czytał mi kiedyś na dobranoc. Aż łezka zakręciła się na wspomnienia.

Historia nastoletniej Amandy jest idealną książką, dla dzieci i młodszej młodzieży, jednak jeśli miałaby być książką dla starszej młodzieży, to miałaby pewne zgrzyty.

Taką malutką ryską, byłby niektóre sceny, na które trzeba byłoby przymknąć oko, jednak to jeszcze nie był największy problem. Nieco poważniejszą sprawą do zmienienia byłby wypowiedzi niektórych dorosłych postaci. Zazwyczaj nie raziło to w oczy, jednak czasem musiałam się wracać i sprawdzać, czy to na pewno powiedział ojczym lub matka Amandy. Dlatego też czasem wydawało mi się, że główna bohaterka nie rozmawia z dorosłymi, a nawet rodzicami, a rówieśnikami. Nawet czasem miałam wrażenie, że Amanda wydawała się bardziej dojrzalsza niż jej opiekunowie.


„Coś się kończy, by coś innego mogło się zacząć.”

Książkę czyta się ekspresem, po primo: książka jest bardzo króciutka, a po secundo: autorka ma bardzo przyjemny styl, przy którym czytelnik nie męczy się, a lekka fabuła, która nie przystaje ani na moment, powoduje że przez koleje strony aż się płynie, aż pozostaje odwrócić ostatnią i zakończyć przygodę. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nie raz będę miała okazję zetknąć się z kolejnymi książkami autorki, a Wam serdecznie polecam lekturę „Szmaragdowego Węża” szczególnie na długie listopadowe oraz zbliżające się grudniowe wieczory ;)



23.11.2018
Alpha

niedziela, 18 listopada 2018

20# "W Krainie Gryfa"




Tytuł: W Krainie Gryfa
Autor: Franciszek Szczęsny
Rok wydania: Pierwsze wydanie 1987, Wznowienie 2018
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 504

Opis:


Gdy raz dasz się porwać nurtowi wielkiej historii, nigdy się z niego nie uwolnisz

Pochodzący z Wielkopolski młodzieniec o imieniu Franciszek doskonale zdaje sobie sprawę, jak wielki wpływ na życie człowieka ma historia i polityka. Jego ojciec zginął podczas wyprawy z Napoleonem na Moskwę, a sam Franciszek wiele lat później wziął udział w nieudanym zamachu na wielkiego księcia Konstantego. Młody mężczyzna przeszedł cały szlak bojowy Powstania Listopadowego, dostrzegając wśród ludzi wiele patriotyzmu, ale również nikczemność i nieudolność, które doprowadziły do upadku powstania. Kiedy Franciszek dotrze w końcu do pięknej krainy zwanej Kaszubami, postanowi wraz z pięcioma przyjaciółmi osiąść tam na stałe i założyć prawdziwy dom. Czy kiedy historia upomni się o jego potomków, będą wiedzieli, jak stawić jej czoła?

Recenzja:

„- Dziadku! Dziadku! Polska będzie!”

Obchody świętowania setnej rocznicy odzyskania przez nas, Polaków, jeszcze nie przeminęły, a ja już przychodzę do Was z recenzją książki, która opisuje wydarzenia właśnie trwające podczas zaborów oraz walk o naszą Ojczyznę. 

Wyznaję zasadę, że książki dzieli się na dwie kategorie, niezależnie od gatunku opowieści, są to:
książki dobrze i źle napisane, oraz książki mądre i książki głupie. „W krainie Gryfa” jest książką mądrą, która jest fenomenalnie napisaną.

Już po przeczytaniu pierwszych stron powieści, zostałam nią oczarowana. Pomimo że bardzo lubię historyczne książki, to rzadko je czytam, głównie ze względu na to, że przy ich czytaniu trzeba się skupić i być cały czas uważnym, ale pomimo tego bardzo lubię przedstawiane przez autorów historie. Tak było i tym razem, gdzie w wyżej wymienionej pozycji nie tylko stykamy się z bardzo dobrym warsztatem pisarskim, ale także porusza, według mnie, bardzo ważny temat dla nas Polaków.

Uważam, że książka jest głównie dla osób, które lubią historię, interesują się nią oraz pasjonatów. Resztę czytelników mogą nużyć opisy walk, powstań, czy niekiedy zmian, które autor dokładnie opisuje.

„Nie znosił jej kadry, tej armii napoleońskiej i Księstwa Warszawskiego. Drażniły go w nich: postawa pozbawiona tępego drylu, ironiczny stosunek do nadmiaru musztry oraz rzetelna wiedza wojskowa. Wielki książę chciał mieć żołnierzy wymusztrowanych jak automaty, ślepo wykonujących najbardziej skomplikowane obroty. Oficerowie mieli posiąść tylko tyle wiedzy, żeby nabyte w szkole umiejętności wpoić żołnierzom. Młody uczeń, podobnie jak jego przełożeni, nie podzielał tego poglądu, co było przyczyną zakończenia i tej szkoły przed czasem.”

Zaczynając czytać, poznajemy pierwszego bohatera, który ranny budzi się po potyczce. Doglądany chłopak zaczyna wspominać swoje młodzieńcze lata, które w skrócie nie należały do najmilszych. Dzięki tej podróży wstecz dowiadujemy się również, że bohater już od najmłodszych lat był karmiony opowieściami patriotycznymi, co skutkowało w późniejszych latach wstąpieniem do Aplikacyjnej Szkoły Wojskowej, której nie ukończył. Śledzimy dalej historię Franciszka, który parał się różnymi zawodami, aż do następnego zrywu, który skończył się jego szybką ewakuacją na Kaszuby, gdzie się osiedlił. Po latach, kiedy jego pierworodny syn dorósł, autor przeskakuje z Franciszka na Jana, potem z Jana na Leona, a z Leona na Feliksa. Skutkiem tego jest prześledzenie historii Polski od 1830 do prawie końcówki XX wieku.

Określenie książki historyczną zobowiązuje do pewnych wspomnień i tak jak toczy się fabuła, tak są wspominane ważne wydarzenia takie, jak:
  • powstanie listopadowe
  • bitwa pod Dobrem
  • obrona Warszawy w 1831
  • powstanie styczniowe
  • I wojna światowa
  • Cud nad Wisłą
  • kończąc na wydarzeniach u końca zeszłego wieku.

„ Kiedyś, na początku walk, zazdrościł kolegom bandaży, z którymi wracali po bitwach. Były widocznym dowodem męstwa i poświęcenia dla ojczyzny. Wtedy pragnął rany, lecz nie było jej, a teraz bardzo mu przeszkadzała, krwią zalewała oczy, teraz już jej nie chciał.”

Skupię się na opisaniu bohaterów, którzy najbardziej przypadli mi do gustu, a byli to założyciele rodziny:

Jak już wspomniałam, na początku poznajemy młodego porucznika, który ranny budzi się w kurpiowskiej chacie, po jednej z potyczek. Po jakimś czasie dowiadujemy się, że ma na imię Franciszek, jednak autor nie wymienia ani razu jego nazwiska. Śledząc jego historię, spodobało mi się, kiedy osiadał na Kaszubach. Wtedy w pełni mogliśmy poznać jego zalety oraz wady. W szczególności podczas zakochiwania się w Sulce, kiedy większość odradzała mu ze względu na to, że była zwykłą chłopką. Młody mężczyzna nie posłuchał i posłuchał serca.

Bezbłędna była scena, kiedy rodził się pierwszy syn Franciszka i Sulki. Opis paniki i radości we Franciszku, które przejawiały się jego działaniami, skradł moje serce. Natychmiastowo wywołały u mnie uśmiech.

To, co mi się spodobało, to jak autor przedstawił młodego Franciszka. Chłopak został dowódcą 8. Pułku, był żołnierzem, ale właśnie pozostał młodym chłopakiem, który w chwili wytchnienia tęsknił za dziewczynami i domem.

Potem życie znowu rzuciło Franciszkowi kłody pod nogi, przez co musiał uciekać i skryć się na Kaszubach, gdzie zakochał się, ożenił, zbudował dom i doczekał się potomków ze swoją wybranką Sulką.

Nie zmarł szczęśliwie w łożu otoczony wnukami. Tu właśnie autor mnie zaskoczył, przez co obraziłam się na książkę.

„Złota kobieta – pomyślał – jak mogłem być tak niesprawiedliwy dla niej?
I tym bardziej nie szczędził jej czułości.”

Wybranką Franciszka, którą pokochał całym sercem, była dwudziestojednoletnia Sulka. Dziewczyna już raz była mężatką, lecz jej mąż został poturbowany przez dzika i zmarł od ran. Wyszła za mężczyznę nie z miłości, a z obowiązku. W momencie, w którym poznaje Franciszka, dowiadujemy się, że dziewczyna jest już matką. W młodym wieku straciła matkę, ojca i młodszego brata. Został jej tylko dziadek, który dbał o nią, to właśnie on wybadał Franciszka i zgodził się na ślub. W trakcie małżeństwa kochała bardzo Franciszka, dała mu dużo dzieci, ale niestety los zdecydował, że znowu została wdową, kiedy mąż zmarł podczas pracy w Gdańsku na chorobę.

Nie będę opisywać kolejnych bohaterów, gdyż zajęłoby to pół recenzji, tak licznych potomków dorobili się wymienieni powyżej bohaterowie. Pomysłowym wybrnięciem z sytuacji było dodanie na końcu książki drzewa genealogicznego rodziny Franciszka, aż do piątego pokolenia.

Z początku myślałam, że to będzie historia Franciszka, jednak okazało się, że była to przygoda przez pokolenia. Dzięki czemu obserwujemy, jak po kolejnych potomków upomina się historia.

„- Nie można mylić Prusaków z Prusami. Prusacy to inaczej Niemcy, a Prusowie to inaczej lud, którego już nie ma, chrześcijanie wymordowali ich.„

Prócz wojen czyhających na bohaterów, w książce Pan Szczęsny zapoznaje nas z tradycjami, a czasem nawet wierzeniami i przesądami malowniczej krainy, jaką są Kaszuby. Wszystko zaczyna się po tym, jak autor po opisaniu powstań, w których brał udział Franciszek, zaczyna wprowadzać czytelnika w klimat Kaszub. I tu pozwolę sobie wspomnieć, że powieść zawiera bardzo rozbudowane opisy, które przeważają w książce.

Najbardziej podobały mi się swaty i przesądy związane ze sceną porodu oraz już samym zajmowaniem się dzieckiem. Pan Szczęsny zawarł w książce również wątek romantyczny, a raczej wiele wątków, jednak od Franciszka i Sulki wszystko się zaczyna. Jak na dłoni widać, że obydwoje coś do siebie czują, jednak są tak uparci i wychowani według pewnych zasad, że muszą wręcz w pierwszych momentach udawać, że nic z tego nie będzie, a w sumie to Sulka ucieka parę razy, a Franciszek nie daje za wygraną. Nawet podczas samych swatów, dziewczyna nie rzuca się od razu w ramiona wybranka, a co lepsze wypytuje go o niektóre sprawy. Naprawdę bardzo szanuję za pokazanie roli mężczyzny i kobiety, a także ukazanie szacunku Sulki do samej siebie.

Chociaż, jak tak czytałam dalej, to ogarniało mnie przerażenie. Liczba dzieci rodzonych w tamtych czasach przeszła moje wyobrażenia, pomimo że zdawałam sobie z niej sprawę.

„Wkrótce zafasował woltyżerski mundur i broń. Na głowę, lekko na bakier, włożył czarne filcowe, okrągłe, wysokie na dwadzieścia centymetrów czako z białym metalowym orłem z przodu.”

Książka, którą otrzymałam jest wznowieniem wydanej w 1987 roku powieści o tym samym tytule. Jest swego rodzaju podziękowaniem oraz hołdem dla tych, którzy nie bali się walczyć o wolność, swoje marzenia, nadzieje.

Owszem cała historia podzielona jest na momenty fabularne, jak i historyczne, jednak głównie opowieść skupia się na życiu potomków Franciszka, o których po kolei upominają się kolejne powstania, wojny, walki. Autor sprawnie ukazuje życie takie, jakie jest, czyli narodziny nowego istnienia oraz śmierć. Kiedy odchodzą kolejni bohaterowie zabrani przez naturalną śmierć, chorobę, czy wojnę, to czytelnik czuję w środku taki dziwny niepokój i żal. Podczas jednego z rozdziałów obserwujemy narodziny pierworodnego Franciszka, Jana, którego parędziesiąt stron dalej żegnamy jako sędziwego staruszka. Wtedy właśnie poczułam niepokój i taka myśl mi przemknęła przez głowę: jakie życie jest krótkie. Szczerze powiem, że wtedy zadrżałam.

Jedyny minus, jaki wyłapałam w książce, to licznie przytaczane nazwiska postaci oraz historycznych osób, które z czasem zaczęły się kotłować i mieszać. Na szczęście dotyczyło to tylko postaci epizodycznych, które po chwili znikały. Z głównymi bohaterami nie było tego problemu.

Druga sprawa natomiast, jest bardziej subiektywna, gdyż mnie osobiście najbardziej interesowała pierwsza połowa książki, druga była znacznie mniej interesująca dla mnie, gdyż nie lubię czasów zaczynających się od lat 60. ubiegłego wieku, ale to jak mówiłam tylko dlatego drugą połowę książki czytało mi się z mniejszym entuzjazmem, a nie dlatego, że źle była napisana.

Autor porusza w opowieści bardzo ważne sprawy, z których każdy szanujący się Polak powinien wiedzieć, chociażby o tym, jak wysoką cenę płacili za walkę o wolność. Wszystko to w „W krainie Gryfa” jest przedstawione nie z samego szczytu, a z perspektywy zwykłego człowieka, którego jedynym przewinieniem była chęć życia w spokoju, w wolnej ojczyźnie ze swoimi tradycjami.

Tak, jak mówiłam – wielu może odrzucić, jak i przyciągnąć fakt, że książka jest historyczna, jednak pomimo tego, uważam, że warto się przemóc, sięgnąć po ten tytuł i zobaczyć, co musieli przeżyć ludzie, dzięki którym w dzisiejszych czasach możemy mówić bez obaw: „Jestem Polakiem, Jestem Polką.”

Na zakończenie przytoczę jeszcze jedną bardzo mądrą wypowiedź:

„- Osiemdziesiąt osiem lat żyję i co roku modliłem się słowami: Boże, spraw, żeby był to ostatni rok naszej niewoli. W końcu modlitwy zostały wysłuchane. Mamy ukochaną Polskę, którą tylko nasi ojcowie znali. Mówię wam, chłopcy, to nieważne, jak będzie, ważne tylko, żeby była. Żeby znowu ktoś nam jej nie sprzedał, nie przepił, nie rozszabrował w kłótniach. Bo jeżeli jeszcze raz ją stracimy, to na zawsze.”

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Novae Res!

Alpha
18.11.2018

niedziela, 11 listopada 2018

19# "Perveriada"



Tytuł: Perveriada 
Autor: Jan Jamiński 
Rok wydania: październik 2018
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba Stron: 434 


Opis:

Diaboliczna intryga z wielką sztuką w tle

Znany kreator mody Herro przegrywa aukcję dwóch obrazów z końca XVI wieku autorstwa holenderskiego malarza van der Hoesa. Wkrótce otrzymuje zaproszenie od zwyciężczyni aukcji, tajemniczej Larfy d’Arras, która proponuje mu bezterminową dzierżawę obrazów w zamian za podpisanie pewnej umowy. Od tej chwili Herro zaczyna przygotowywać pokazy, które okazują się zbyt kontrowersyjne nawet dla tolerancyjnego świata mody... Perwersyjna relacja, jaka połączy tych dwojga, stanie się kanwą historii z pogranicza sztuki, erotyki, mody i powieści sensacyjnej. Kim okaże się ekscentryczna Larfa d’Arras? Jaką tajemnicę kryje seria niedokończonych portretów z XVI wieku? Kto tak naprawdę stoi za tą diaboliczną intrygą?


Recenzja:

Pierwsze co przyciągnęło mnie do tej książki, to właśnie pierwsze zdanie opisu. Spodziewałam się powieści na miarę Dana Browna oraz bohatera wypisz wymaluj niczym Robert Langdon. Czy dostałam to czego się spodziewałam?

„Nie bez powodu
Larfa zwróciła uwagę na korelację między
wyrafinowaniem ubioru i skłonnością do grzechu.”

Dzień staje się coraz krótszy, a wieczory coraz dłuższe. To idealny powód do tego, żeby po powrocie z pracy/ studiów wziąć pod pachę puchaty kocyk, zaparzyć ulubionej herbaty, kawy czy kakao (choć do tej książki polecam głównie wino czerwone, wytrawne), wyciągnąć ze skrytki coś na ząb i usiąść w wygodnym fotelu. Jeśli jesteście miłośnikami kryminału, rozwiązywania zagadek niczym legendarny Sherlock Holmes, czy wątków erotycznych, to książka „Perveriada” autorstwa Jana Jamińskiego na pewno Wam się spodoba.

Naszą przygodę z „Perveriadą” rozpoczynamy w Paryżu, kiedy to popularny kreator mody zostaje zaproszony do domu Larfy f'Arras. Kobieta zaprosiła go tuż po tym, jak wygrała licytację dwóch obrazów - „Kusicielki” i „Wybranka”, na aukcji. Herro przyjmuje zaproszenie zwyciężczyni i po krótkiej rozmowie dostaje propozycję, od której rozpoczyna się cała historia, która ma wątki kryminalne, romansu, erotyki, sztuki oraz pokazów mody.

Przez całą historię, która opiera się na dwóch torach, a mianowicie zagadki niedokończonych portretów z szesnastego wieku oraz romans trzech kobiet z Herro, towarzyszą nam elementy powiązane ze sztuką. Są to obrazy, pokazy, projekty, a nawet rozmowy na temat architektury lub książek.

O tyle, o ile wciągnął mnie wątek dochodzenia w sprawie obrazów, odkrywanie ich powiązań i szukania odpowiedzi, tak wątek miłosny, kiedy to trzy kobiety toczą potyczkę o projektanta mody, wydawał mi się po prostu śmieszny. Sam Herro zastrzegał się, że nie zdradzi swojej żony, z czasem ulega seksownej Larfie. Natomiast wpatrzona w pracodawce Stella, wykosztowuje się na ubrania trunki, aby tylko zwrócić swoją uwagę projektanta.

Podobały mi się również fragmenty opisujące pokazy mody. Z chęcią obejrzałabym takie na żywo, jednak ubrać, zapewne tak bym się nie ubrała.


„ Szybko przekonali się, że wprowadzono ich w błąd.
Złudzenie biustonosza i stringów wywołały odpowiednio ułożone na ciele mięsaki.
Część publiczności odetchnęła z ulgą,
uznając to za akt inaugurujący pokaz bielizny i sugestię,
że modelki nie były autentycznie chore.”

Czy sam tytuł coś oznacza? Szczerze przyznam, że pierwsze co to wpisałam do tłumacza dziwny tytuł, którego do dzisiaj nie potrafię wymówić. Czy trafiłam w punkt? Tego nie wiem, lecz wyskoczyły mi dwa znaczenia, obydwa z języka hiszpańskiego:

1) zboczone

2) zdemoralizowany

Po skończeniu lektury śmiało mogę powiedzieć, że oba tłumaczenia pasują idealnie, choć pod kątem jednej z głównych postaci, to skłaniałabym się do drugiego określenia.

W książce mamy do czynienia z dużą ilością niejednoznacznych bohaterów, których poznajemy z toczącym się wątkiem fabularnym. Już po pierwszych stronach mamy bohaterów takich jak: pewna siebie i seksowna Larfa d'Arres, oraz projektanta mody Herro. Później dołączają kolejni, aż tworzy nam się pełen skład. Owszem każdy jest inny i każdego czytelnik lubi na swój sposób lub nie lubi, a także są takie postacie, które są mu obojętne.

„ - Bo jesteś wypalonym artystą, który chce znowu poczuć się młodo,
poczuć pasję, która wyniosła go na szczyt.
Stałeś się podstarzałym amantem, który nawet nie ma odwagi, by zdradzić żonę.”

Jednym z głównych postaci jest Herro. Pięćdziesięciopięcioletni kreator mody, którego poznajemy już na pierwszych stronach powieści jest jedną z głównych postaci, którą śledzimy przez całą powieść. Dowiadujemy się również, że przed spotkaniem Larfy, był wypalonym artystą, jednak towarzysząc mu podczas historii, zauważamy jego powrót w łaski, kiedy to projektuje i ukazuje coraz to nowsze pokazy mody, które budzą wiele sprzecznych odczuć od zachwytu po oburzenie. Jest żonaty z dawną modelką Miriam i ma z nią dwójkę synów.

Im dokładniej poznawałam postać projektanta, tym bardziej nim gardziłam. Wpierw wzbraniał się przed zdradą żony. Zastrzegał się, że jeśli tylko odczyta jakieś sygnały to spasuje, ale to mu nie przeszkodziło w bezwstydnym cytowaniu napisanych przez jego żonę wierszy, kobiecie, która ewidentnie miała na niego ochotę. Kolejna scena, kiedy jedzie odwiedzić syna i znajduje nieżyjącą staruszkę w kościele. Co zrobiłby normalny i współczujący człowiek? Zawiadomił kogoś, ale ten pan odchodzi dosłownie wzruszając ramionami.

Pan Jamiński doskonale wskazuje tu na charakter ludzi, którzy żyją na piedestale. Bezwstydne i bezduszne istoty, które mają na uwadze jedynie swoje cele.

„Teraz przyglądał się Larfie z bezwstydną wnikliwością.
Wyraźne kości policzkowe i wysunięta dolna szczęka
lekko zaburzały idealne proporcje twarzy,
a czarne, długie włosy nadawały smukłości.”

Postacią, która mnie zaintrygowała od pierwszego pojawienia była Larfa d' Arras. O samej postaci autor na początku powieści zdradza nam niewiele. Dzięki jej charakterowi wiemy, że kobieta dąży do tego czego pragnie i zawsze osiąga wybrany przez siebie cel. Informacje na jej temat są dawkowane czytelnikowi.

Sam Herro określa ją mianem sadystki, kobiety, która potrafi zrobić z czyjegoś życia piekło, co jednocześnie daje czytelnikowi do myślenia, czy aby Herro nie podpisał cyrografu z diablicą. Natomiast ja bardzo polubiłam tę bohaterkę. Nie jest jednym z manekinów, które tworzą autorzy, a wręcz przeciwnie pan Jamiński stworzył postać wielowarstwową, których to czytelnik nie potrafi na pierwszy rzut oka przeniknąć. Takie postacie właśnie lubię i dzięki Larfie ta powieść miała według mnie niepowtarzalny charakter. Przebierając nogami, czekałam na kolejne jej tajemnice.

I ostatnią z postaci, o których wspomnę jest wynajęta przez Herro konserwatorka sztuki Stella Jacobsen. Tutaj czułam wiele sprzeczności, gdyż związany wątek fabularny z tą postacią bardzo mnie ciekawi, jednak sama bohaterka w pewnych momentach tak mnie denerwowała, że aż w środku mnie skręcało. Nie jest źle wykreowaną postacią, wręcz przeciwnie. Nie przypadłyśmy sobie z nią do gustu poprzez jej charakter. Jednak ciekawość zwyciężała i pochłaniałam jej fragmenty naprawdę szybko właśnie ze względu na wątek detektywistyczny obrazów.

„ - Wyrwij tę kartkę słów przemocą splecionych w wiersz.
Jeżeli potrafisz, zgnieć ją mocno, aż wytłoczysz w niej kamień.
Ciśnij nim o ziemię lub niebo.”

Styl powieści naprawdę na najwyższym poziomie, dzięki czemu czyta się szybko, jednak trafiły się momenty, kiedy aż mnie skręcało w środku. Nie wiem czy był to zabieg celowy, czy też akurat tu autorowi ręka zadrgała, ale w momencie kiedy kończyła się jedna scena związana ze śledztwem obrazów, nagle autor przechodził do wątków, w których bohaterowie gdybali i filozofowali. Przeżywałam wtedy katusze. W końcu chciałam dowiedzieć się co kryją dzieła sztuki. Moim zdaniem ten zabieg trochę spowalniał akcję, co wybijało mnie z rytmu opowieści.

Kolejna sprawa – kobieta, która czegoś pragnie to to zdobędzie. Autor dobitnie w tekście pokazuje, że płeć piękna zawsze dopnie swego, jak nie groźbami, to grami, jak nie grami to buzią, a jak już ładna buzia nie pomoże, no to panie sięgają po ostateczną broń, jaką jest kupczenie swoim ciałem i choć żadna z bohaterek nie jest kobietą lekkich obyczajów, nie raz w fabule mamy do czynienia z „rozkładaniem nóg” przez bohaterki, a szczególnie jedną mam na myśli – zatrudnioną przez Herro Stellę.

„ - Łatwiej cisnąć kamieniem o ziemię niż o niebo.
Na tym polega przewaga tego, co realne i bliskie,
nad tym, co wyobrażone i odległe.”

Cała książka jest podzielona na jedenaście części, które niczym akty dzielą powieść. Uwieńczeniem historii jest epitafium, które już po samej nazwie każe się zastanowić czytelnikowi kto umrze? Niestety tego nie zdradzę, musicie sięgnąć po książkę i przekonać się kto opuści grono bohaterów. A może nikt nie zginie? O tym musicie przekonać się sami.

Podsumowując, nie było to, to samo co w przypadku Roberta Langdona, jednak pomimo niektórych scen hamujących akcję, „Perveriadę” czytało się naprawdę przyjemnie, szczególnie śledząc wątek dotyczący zagadki obrazów.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res

sobota, 10 listopada 2018

18# "Kłamca 2 Bóg marnotrawny"


Tytuł: Kłamca 2 Bóg Marnotrawny
Autor: Jakub Ćwiek
Rok wydania: 31 października2018
Wydawnictwo: SQN
Liczba Stron: 318

Opis: 

Barcelona, Arktyka, Nowy Jork, Góry Skaliste w Kolorado – marnotrawny bóg wikingów, pan kłamstwa Loki wyrusza na sześć kolejnych wypraw, a wyzwaniem dla jego sprytu stają się kolejne mityczne stwory zrodzone z ludzkiej wiary, wyobraźni i strachu.

Kłamca jak zawsze gra nie fair, ale na jaw wychodzi, że nie tylko on jeden. Intencje Archaniołów, dla których pracuje, również nie są i nigdy nie były czyste.

Nadszedł czas, by Loki wybrał stronę, po której chce stanąć.


Recenzja:

„Gdy Loki dotarł wreszcie do lodowej jaskini, wyglądał jak bałwan. Brakowało mu tylko kapelusza z garnka i nosa z marchewki.”

Dzisiaj mam dla Was coś, co każdy miłośnik mitologii powinien przeczytać, gdyż ta książka, aż pęka w szwach od aniołów i zapomnianych bogów.

„[…] może i jestem reliktem przeszłości i zapomnianym bogiem martwej religii, ale wiem, że nie zawsze trzeba wygrywać, żeby zostać zwycięzcą. Czasem wystarczy, że inni przegrają.”

Czas wziąć pod lupę drugi tom wznowienia „Cyngla Niebios”, czyli „ Kłamca 2 Bóg Marnotrawny”. W kontynuacji przygód o Lokim ponownie spotykamy się z takimi postaciami, jak bóg kłamstwa, Gabryiel czy Archanioł Michał. Po śmierci żony dawny As nadal pracuje dla aniołów, jednak jest zupełnie inny niż w pierwszej części, można powiedzieć, że przesiąknięty ironią, co nie przeszkadza w lubieniu tej postaci, wręcz przeciwnie. Loki w moich oczach coraz bardziej zyskiwał (podczas czytania pierwszej wersji) oraz zyskuje (po przeczytaniu wznowienia).

„Jakość miejsca zależy od towarzystwa”

Jednak zanim przejdę do recenzji tego tomu, to muszę to napisać. Okładki nowego wydania, to po prostu sztos/arcydzieło! I to samo napisałam autorowi, na co odpowiedział mi, że kolejne są coraz lepsze. Pobudził tym tylko mój głód!
Grafiki wykonane przez Piotra Sokołowskiego oddają ducha książki i idealnie ukazują charakter Lokiego. Tak samo kolorystycznie są świetnie dobrane. Po prostu jedyne co mogę przesłać to ukłony za świetnie wykonaną robotę oraz zapewnienia, że czekam na kolejne wznowienia tomów z przepiękną szatą graficzną!

Poza okładką, nad którą rozpłynęłam się, w książce można znaleźć ilustracje przerywnikowe wykonane przez Agnieszkę Jenaka, które dodają klimatu książce i są miłym akcentem podczas czytania historii.

„- Bocor&Wanga! - wrzasnął na całe gardło przerażony demon. - Pracuję dla Bocor&Wan...
Wystrzał z obu luf sprawił, że urwał w pół zdania. Loki popatrzył zdumiony najpierw na pistolety, potem na Jeffersona.
- Skurcz w palcach - powiedział z niewinnym uśmiechem. - Daję słowo, te cholerne paluchy same się zgięły. „


W drugim tomie tak, jak to było również w pierwszym mamy do czynienia z opowiadaniami, lecz tym razem z sześcioma. Ćwiek tym razem zabiera nas w wyprawę po Nowym Jorku, na Koło Podbiegunowe do siedziby Świętego Mikołaja, gdzie spotyka starych znajomych. To spotkanie niekoniecznie będzie miło wspominane przez Kłamcę, a czytelnik będzie miał szansę dowiedzieć się o bogu czegoś więcej o jego przeszłości. Wraz z Lokim odwiedzimy Góry Skaliste czy Barcelonę. Poznamy Sukuby, Boga Życia i Śmierci, a także zobaczymy wyścig Lokiego z Hermesem. Całą książkę mamy podzieloną na dwie części, każda po trzy opowiadania, które ukazują kolejne zadania nordyckiego boga kłamstwa z tym wyjątkiem, że tym razem towarzyszą mu nowe postacie.

To co po paru stronach rzuca nam się w oczy, to zmiana bohatera, o której już wspomniałam. Loki nie jest już tym samym bogiem żartującym z każdej sytuacji. Można powiedzieć, że dojrzewa, przeistacza się w mrocznego skandynawskiego boga. Nie przestaje być ironiczny, wręcz przeciwnie humor mu się wyostrza, a nawet bóg staje się w niektórych sytuacjach dosadny.

W jednym z opowiadań Bóg Kłamstwa spotyka podopieczną Michała Archanioła – Jenny , która później zostaje jego dziewczyną. I tu następuje bardzo fajne wprowadzenie wątku romantycznego, który nie jest aż do przesady zasłodzony, czy aż do przesady melodramatyczny. Nie! Związek Lokiego jest idealnie wyważony, bo nie skupiamy się w fabule na jego szczęściu w miłości. Cyngiel Niebios ma do wykonania wiele zadań i tu to gra pierwsze skrzypce. Natomiast sceny z Jenny, którą swoją drogą bardzo lubię, pojawiają się gdzieś w tle, czy na końcu opowieści, co sygnalizuje nam, że Loki nie jest robotem, czy zwykłą kukiełką w rękach autora, który odbębni swoją pracę i ma wszystko w nosie. Nie! Ćwiek doskonale pokazuje tu postać bożka nordyckiego jako żywą postać, która potrafi kochać!

Kolejny ciekawy motyw, który wywiązuje się z tego wątku, to zgrzyt pomiędzy Michałem a Kłamcą. No po prostu kocham to! Archanioł zachowujący się jak zazdrosny tatuś, który za żadne skarby nie chce oddać swojej córeczki, swojego oczka w głowie. Musicie to po prostu przeczytać, bo tego nie da się opisać! A naprawdę warto zobaczyć to starcie!

„Świat nigdy nie patrzy, gdy dzieją się rzeczy wielkie.”

Prócz wyżej wymienionych postaci pojawia się również duet greckich bogów. Bóg Miłości – Eros, a także Bóg Wina – Bachus. Możecie ich kojarzyć jako Eliot Ros oraz Bartholomew Andrew Chus. Nie kojarzycie? To tylko dowód na to, że koniecznie musicie uzupełnić wiedzę, a w tym pomoże wam Kłamca 2.

Otóż poznajemy tych panów w jednym z opowiadań, gdzie główne skrzypce gra mitologia grecka. Loki jak zawsze gna za zleceniem, za które czeka go sowita nagroda w postaci piórek. Aniołowie, jednak nie przewidzieli dwóch rzeczy:

Po pierwsze do teraz nie wiedzą po co Lokiemu ich pierzasta waluta, jedynie domyślają się, że dawny bożek coś knuje (jak zawsze zresztą!)

oraz po drugie: Loki postanowił przygarnąć dwójkę pomagierów!

Jednak czy sam Kłamca będzie zachwycony takim towarzystwem? Przekonajcie się sami!

Dzięki greckiemu duetowi mamy do czynienia ze śmiesznymi scenkami w książce, ale również momentami prawdziwej przyjaźni. Osobiście mi bardzo podobały się sceny z Erosem i Bachusem. Pokazują, że w przyjaźni, jak w każdej relacji, nie zawsze jest miło i przyjemnie.
O Kłamczuchu nie muszę Wam przypominać. Pluszowy kompan Kłamcy i ulubieniec wielu czytelników również się pojawia, bo jak możnaby było pominąć charakterystyczny rekwizyt Lokiego? To tak, jak narysować go i nie dodać zagryzanej przez boga wykałaczki.

To właśnie dzięki postaciom drugoplanowym ta książka staje się dużo ciekawsza, bo to Jenny, Kłamczuch, Eros, Bachus, a nawet zielonowłosy anioł Jeferson dopełniają całość.

„Zrobił parę przysiadów, wzniósł ręce, by się przeciągnąć… i w tej samej chwili wielka śnieżna kulka trafiła go w twarz.
Zatoczył się, lewą ręką ścierając z twarzy śnieg, a prawą próbując dobyć broni.
Miał dosyć, archanioł czy nie…
- Nie celuj tym we mnie […] Na Trony to nie ja!”


Czytając kolejne opowiadania, czytelnik czuje, że fabuła zmierza do czegoś większego, a dwa pierwsze tomy to były jedynie preludium do prawdziwej jazdy bez trzymanki. Jako osoba, która czytała pierwszą wersję, mogę powiedzieć, że Kłamca 2 jest świetnym łącznikiem do tego co działo się w pierwszym tomie, a tym co wydarzy się w kolejnych tomach.

Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko. Styl i humor autora sprawiają, że przepada się w powieści na kilka dobrych godzin.

Na koniec chciałam zachęcić Was do wsparcia projektu na PolakPotrafi.pl https://polakpotrafi.pl/projekt/stroze?fbclid=IwAR1P__mcUScUK2UhYAI-HkIXbcnxLRxpfIR_T-a6YD-UB_Ril1VivqotBWE . Jeśli uda się uzbierać całą kwotę, to pojawi się serial ze świata „Stróżów wydanych w tym roku (2018). Wstępnie Kuba zdradził, że fabuła będzie dziać się przed akcją w książce, czyli będzie Prequelem. Zachęcam Was gorąco, a po więcej informacji zapraszam na fanpage'a autora: https://www.facebook.com/JakubCwiekOfficial/ .

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN <3

A już w 14 listopada wypatrujcie w księgarniach kolejnego tomu! Kłamca 2.5 Machinomachia nadciąga!

17# "Kłamca 1"



Tytuł: Kłamca
Autor: Jakub Ćwiek
Rok wydania: 17 października2018
Wydawnictwo: SQN
Liczba Stron: 300


Opis:

Jest jeden Bóg To znaczy był, bo odszedł i dziś nikt nie wie, gdzie się podziewa.

Zanim jednak zniknął na dobre, dał ludziom wyobraźnię, wolną wolę i siłę wiary, a ci wykorzystali owe dary, by stworzyć sobie nowych bogów, półbogów, tytanów i innych, którzy zasiedlili ziemię i wprowadzili nowe porządki.

Aniołowie potrzebują sojusznika, którego nie obowiązują ich rygorystyczne zasady i prawa. Kogoś, kto pomoże im wygrywać w toczących się na ziemi starciach i bez problemu odnajdzie się zarówno pośród istot mitycznych, jak i współczesnych ludzi.

Wybór archaniołów pada na Lokiego, boga ognia i kłamstwa z panteonu Asów. Współpraca zaczyna się obiecująco, ale czy ktoś taki jak on da się długo trzymać na krótkiej smyczy?

Recenzja:
„- W Niebo też nie wierzę.
- Jakoś niespecjalnie przeszkadza mu to istnieć. „

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie Lokiego wykreowanego przez Jakuba Ćwieka, to macie okazję się z nim zapoznać! Od 17 października Kłamca gości w księgarniach, a Waszym zadaniem jest szybciorem pobiegnięcie do najbliższego empika/świata książki bądź innego raju na ziemi i zakupienie pierwszego tomu!

Te dziesięć opowiadań powinien znać każdy szanujący się fan Marvela czy mitologii germańskiej (nordyckiej), tak jak i pozostałe części, które wyjdą z serii „Cyngiel Niebios”.

Sama wiele razy przechodziłam obok tej książki, jeszcze w starym wydaniu i odkładałam ją na potem. W końcu kupiłam ją, a przeczytałam, dopiero trzy lata temu, kiedy to jeden z dobrych znajomych polecił mi Kłamcę.

Potem po premierze „Stróżów” poszłam na spotkanie z Kubą i przepadłam. Ćwiek stał się jednym z moich ulubionych polskich pisarzy. Uwielbiam tego Pana za nawiązania do pop kultury oraz za humor. Teraz nie widzę już Lokiego jako Tom Hiddleston, a właśnie blond cwaniaczka z pluszowym misiem pod pachą i wykałaczką w ustach, pracującego za pierzastą walutę.

„ - Jesteś... aniołem?
- Pewnie - zakpił nieznajomy - tylko skrzydła zostawiłem w przedpokoju, by nie nabłocić.”

Boga nie ma. Odszedł, a anioły zaczynają grać nieczysto. Skrzydlaci wiedzą, że ograniczają ich zakazy i nakazy boskie, tylko że Bóg odchodząc nic nie wspomniał o zakazie zatrudniania pomocników. Tak oto pracę w niebie dostaje dawny nordycki bóg – Loki. Za pewną opłatą Kłamca zajmuje się brudną robotą, która pojawia się również w anielskich zadaniach. Jednym słowem zostaje anielskim najemnikiem.

Pierwszy tom z serii „Cyngiel Niebios” jest wprowadzeniem do całej historii o Kłamcy, które składa się z dziesięciu opowiadań przesiąkniętym dobrym humorem. Zapoznajemy się ze światem, który może być spokojnie uważany za nasz rzeczywisty, z tą jedyną różnicą, że chodzą między nami aniołowie, czy bogowie innych wierzeń, tacy jak, np. szakalogłowy Anubis. Ćwiek zabiera nas w podróż, w której miesza mitologie, wierzenia oraz doprawia to wszystko wtrąceniami z popkultury. Cięty język, świetne riposty i ogromny dystans Lokiego do samego siebie, powodowały, że wiele razy uśmiechałam się, a nawet głośno śmiałam.

Loki to bohater wyjątkowo charyzmatyczny, o skomplikowanej moralności i zawiłej konstrukcji psychologicznej. Jest nieobliczalny zarówna dla czytelników, jak i towarzyszących mu na stronicach postaciach. Tego pana nie obowiązują żadne zasady, o czym aniołowie przekonują się na każdym kroku.

Już na samym początku mamy do czynienia z przykładem pracy Lokiego, kiedy to dawny bóg nordycki ratuje pewną damę z opresji, ale żebyście źle nie pomyśleli. To wcale nie jest rycerz na białym koniu. Ćwiek spieszy nam z wyjaśnieniem w kolejnej opowieści, w której udajemy się do Walhalli tuż przed Ragnarökiem. Koniecem nordyckich bogów okazuje się armia aniołów, jednak dla Lokiego stają się wybawieniem. Uwalniają przykutego Asa i wcielają do swojej armii. Od tamtego momentu Loki zostaje wysyłany tam, gdzie aniołowie nie mogą się dostać. Pertraktuje z samobójcą, przegania zdesperowanego Anubisa. Są sytuacje kiedy sam wpakowuje się w kłopoty, na przykład podczas przegranego zakładu, gdy ma chronić podopieczną jednego z anielskich kolegów. Jest to trudne zadanie bowiem los się uwziął na kobietę i zadecydował, że miała umrzeć właśnie w ten dzień. Na szczęście na ratunek przybywa bezskrzydły stróż Loki.

Jednak są również sytuacje, kiedy to przejmuje inicjatywę i za sprawą egzorcyzmów wywołuje demony, usprawniając pracę aniołom, czy podając się za duchownego ratuje opętaną dziewczynkę.


„Loki, gość od brudnej roboty. To właśnie ja... I nie musisz klaskać. „

Prócz Lokiego, któremu poświęcone są opowiadania, pojawia się trójka Archaniołów.

Najbardziej przeze mnie lubiany Archanioł Michał z płonącym tatuażem wokół lewego oka oraz równie ognistym temperamentem wódz skrzydlatych oddziałów. Swoją drogą uwielbiam, kiedy Loki zwraca się do anioła per „Wodzu”, zawsze wtedy parskam śmiechem, wyobrażając sobie minę Asa. Wracając do Michała. Jest to bohater o charakterze typowego wojskowego. Twardy, nieugięty, ale… kochany ( o czym przekonacie się w drugim tomie, ale na razie Ciii bez spojlerów!).

Drugi to małomówny i zawsze cichutki Rafael, który mnie trochę przeraża w pierwszych tomach.

A trzeci, który zyskał moją sympatię dzięki opowiadaniu Galeria, to znany wszystkim posłaniec Gabryiel. Serio to opowiadanie to hit tego tomu. Według mnie stoi na pierwszym miejscu razem z historią „Cicha Noc”, w którym pojawia się kolejny mój ulubieniec – misio Kłamczuch (Moi Państwo to jest dopiero Gwiazda Wieczoru).


„- Pan narusza moją prywatność! Proszę stąd natychmiast wyjść albo zaraz zadzwonię na policję.
Przybysz westchnął ciężko.
- Ciekaw jestem, co im powiesz. "Przepraszam, panie władzo, ale przyszedł do mnie jakiś facet i nie pozwala mi się powiesić"? „

O samym stylu autora mogę powiedzieć, że oddaję pokłony. Czytałam poprzednią wersję „Kłamcy” i czegoś mi brakowało, ale w tej, to dosłownie płynęłam przez strony rozkoszując się wolnym wieczorem i świetną powieścią.

To co lubię w Ćwieku, to na pewno (jak już wspominałam) humor. Kolejna rzecz to kreacja bohaterów. Te postacie dosłownie żyją, każdy ma jakieś marzenia, jakąś wadę, a przede wszystkim różnią się od siebie i tak z pozoru nie ważny człowieczek o zwyczajnie brzmiącym nazwisku okazuje się jednym z wielu mieszkańców, który ma typowe cechy ludzkie. Osobiście miałam takie wrażenie, czytając któreś z kolei opowiadanie i sama napominałam się w myślach, że to tylko wymyślone postacie, a nie prawdziwi ludzie. Ta kreacja bohaterów jest zdecydowanie na plus!

W pierwszej części brakuje zawiłej intrygi splatającej wszystkie opowiadania tomu. Każde jest oddzielną historią.


Same opowiadania są paleta różnorodne. Niektóre teksty są wyraźnie w tematyce fantasy i wykorzystują motywy mitologiczne, czytając inne ma się poczucie „nierealność” z pogranicza snu, nasuwając skojarzenia z magią. Autor zręcznie lawiruje między tym co znane, co lubiane, często ocierając się o schematy, jednocześnie wprowadzając bardzo kreatywne fragmenty.

„Michał uważniej przyjrzał się bogini.
- Czy twój mąż mówił ci kiedyś, że jesteś niezwykła? - zapytał, ruszając do
wyjścia.
Sygin uśmiechnęła się.
- Po kilka razy dziennie. Ale to Kłamca. Prawdziwy kowal kłamstw, jeśli idzie o
ścisłość. „

I już kończąc – nieważne czy czytałam to za pierwszym razem, czy będę czytać za dziesiątym, końcówka zawsze mnie wzrusza i pragnę przytulić biednego Lokiego. Dochodząc do końca pierwszego tomu przygotujcie sobie chusteczki.

Pierwszy tom czyta się przyjemnie i szybko. Zmieszane ze sobą kultury, wierzenia i tradycje dają mieszankę, która pochłania na długie godziny. Dzięki humorowi przewijającemu się na kartkach wiele razy zaśmiejecie się w głos, a ponure jesienne popołudnie będzie przyjemnie spędzonym czasem.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN <3

A już 31 października wypatrujcie w księgarniach 2 tomu!



Alpha

10.11.2018

czwartek, 9 sierpnia 2018

16# "Tatuażysta z Auschwitz" i informacja!

Tytuł: Tatuażysta z Auschwitz
Tytuł angielski: The Tattooist of Auschwitz
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Ilość stron: 320

Tu pojawia się informacja. Zdecydowałam, że od dzisiaj będę publikować moje opinie na instagramie (link w Wilcze Społeczności)

Alpha 

niedziela, 5 sierpnia 2018

15# "LOVE Line"


Tytuł: LOVE Line
Seria: LOVE Line
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Novae res
Ilość stron: 484

~***~

" - Co to jest? 
Wytrych do twojego serca"

~***~

Bethany McCallum jest dziennikarką luksusowego magazynu dla kobiet, która po 7 latach małżeństwa stara się o rozwód. Jako młoda dziewczyna zakochała się i zbyt szybko poślubiła swojego wybranka.

Cóż, źle wybrała.
Kobieta potrzebuje w trybie natychmiastowym pieniędzy i tu los się uśmiecha. Dostaje propozycję napisania artykułu, dzięki któremu dostanie awans. Bethany McCallum jest dziennikarką luksusowego magazynu dla kobiet, która po 7 latach małżeństwa stara się o rozwód. Jako młoda dziewczyna zakochała się i zbyt szybko poślubiła swojego wybranka.Cóż, źle wybrała.
Kobieta potrzebuje w trybie natychmiastowym pieniędzy i tu los się uśmiecha. Dostaje propozycję napisania artykułu, dzięki któremu dostanie awans.

Matthew Hansen młody i przystojny psycholog, były PUA oraz doradca kobiet w sprawach sercowych.
Jednak doradzanie jest łatwe kiedy sami nie jesteśmy w beznadziejnej sytuacji.

Co się stanie jeśli ich drogi się skrzyżują?

Zaiskrzy.
Przyjdą kłopoty i łzy.

Książkę dzięki przyjemnemu stylowi czyta się naprawdę szybko, jednak czasami historia dłużyła mis się. Według mnie niektóre sceny były niepotrzebne i można by je spokojnie usunąć. 
W pewnym momencie nawet zaczęły mylić mi się dwie bohaterki: siostra i przyjaciółka Beth. Na szczęście pod koniec książki już wiedziałam, o której czytam. 

Kolejna sprawa: MAM OCHOTĘ ZAMORDOWAĆ BREE, ale nie szybko, wręcz przeciwnie długo i bardzo boleśnie. Cytując REDa 2: Śmierć jest łatwa. Cały urok leży w drodze do niej. 

Bardzo podobały mi się rozmowy między Beth i Mattem, pomijając te, w których Matt zachowywał się jakby go coś ugryzło. Doskonale się bawiłam przy ich rozmowach, kiedy były ukazywane ich charaktery. W końcu mówi się, że ludzi poznaje się na dwa sposoby. Za pierwszym w samotności, a za drugim w towarzystwie ;D 

Końcówka po prostu łamie serce... i TAK! Czekam na drugą część! Przez co moja ocena książki wynosi 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję @stoppelowna z instagrama, która zorganizowała booktour oraz wydawnictwu Novae Res! 

Alpha
05.08.2018

24# "Tylko Żywi Mogą Umrzeć"

Tytuł: Tylko Żywi Mogą Umrzeć  Autor: D.B.Foryś  Rok wydania: 2018  Wydawnictwo: e-bookowo  Liczba Stron: 400  Opis:  Mam n...